Szukaj:Słowo(a): Obrazki przedszkole
tolka11 napisała:

> Pracuję w szkole z oddziałami integracyjnymi i uczę też ucznów z
upośledzeniem
> różnego stopnia. najlepiej jakby ktoś ze szkoły zrobił kurs
> oligofrenopedagogiki [ kurs kwalifikacyjny trwa ok. 10 m-cy]. Dostosowujesz
> materiał do ucznia, uczysz na konkretach, pewnych rzeczy nie przeskoczysz np:
> dzielenia. Teksty z polskiego tylko związane z rzeczywistością [ np: jeśli
nie
> zna wsi to nic na ten temat], matematyka na przedmiotach, historia to
koszmar -
>
> obrazki i bajki, itd. Poszukaj podręczników do szkoły specjalnej. I najlepiej
> dla takiego ucznia stworzyć osobny plan pracy. To wszystko jest bardzo
pobieżne
>
> i nie wiem, czy coś zrozumiałaś. Ja dla takich uczniów [z dysfunkcjami] mam
> nauczyciela asystenta na każdej lekcji. Na konkretne pytania mogę Ci
> odpowiedzieć tylko napisz na gazetowy do mnie. Acha!- też uczę w
> gimnazjum.tolka

Witaj, jestem oligofrenopedagogiem i zdziwilo mnie to co napisalas - uczyc
tylko tego co jest zwiazane z rzeczywistoscia, to jest dziecko uposledzone w
stopniu lekkim, czyli tak naprawde niewiele rozniace sie od slabego ucznia
masówki, a dobrze poprowadzony moze "wchlonac" sie w tlum i zapomniec o
uposledzeniu. Rada do nauczycielki - prosze go najpierw poznac, jego
mozliwosci, umiejetnosci i zainteresowania a potem na spokojnie sprobowac
pomyslec jak mu ulatwic zycie w szkole, a biurokracja i papiery sa nawet w
przedszkolu wiec glowa do gory. pozdrawiam
Nienawidzę hospitacji!!!
Znowu miałam hospitację. Pracuję przeszło 10 lat w jednej placówce - w
przedszkolu prywatnym, hospitacje 3 w jednym półroczu, żadna niezapowiedziana,
w związku z tym jesteśmy na maxa przygotowane codziennie. Dzisiaj miałam to
,,szczęście" być zaskoczona. Moje 5-laty na co dzień dużo się wypowiadają,
mówią na zajęciach całymi zdaniami, bardzo zwracam na to uwagę, mają dużą
wiedzę, a dziś na hospitacji zgłupiały. Na dowód tego: pokazałam im obrazek
krasnoludka i pytam, co to za postać, cisza. Dzieci przyniosły balony,
tańczyły z nimi na zajęciach. Jakiś mądry rodzić wlał do balona wodę, która
rozlała się po dywanie. Dzieci miały rysować obrazki do bajek, narysowały je
beznadziejnie, niektóre krzyczały, że nie wiedza, co narysować, a na co dzień
rysują piękne obrazki ze szczegółami, pięknie kolorują. Potem była gimnastyka,
po gimnastyce jednemu zginął kapeć, wszystkie dzieciaki go szukały, ten jeden
ryczał. Po prostu koszmar!!! Zły sen!
Gdy pani dyrektor wyszła, kapeć się znalazł, dzieci się uspokoiły, powtórzyłam
z nimi, co było na zajęciach, wszystkie pięknie odpowiadały, śmiało, odważnie,
wykazały się wiedzą.
Żyć się odechciewa mi to tej przygodzie:-( Czy też kiedyś znaleźliście się w
podobnej sytuacji?
przedszkola na Retkinii
Jestem mamą 2,5 latka. W przyszłym roku chciałabym posłać go do przedszkola -
nie przypadkowego, tylko przyjaznego, rozwijającego zdolności dziecka, po
prostu dobrego. Jest ich na osiedlu wiele, jak oglądam strony internetowe, to
niektóre wręcz bajeczne. Ale nie obrazki, tylko opinie mam i dzieci mnie
interesują. Któe z tych przedszkoli jest godne polecenia. Minęło już kilka
miesięcy jak nowe trzylatki zaczęły rok przedszkolny i opinie ich mam
interesują mnie najbardziej, jakie rozczarowania i zachwyty są ich udziałem.
Małgorzata, mama Michał 15.05.2003
gdzie kupię worki na kapcie z Kubusiem Puchatkiem?
Wszędzie są jakieś worki ale niewyglądają one zbyt ciekawie, bure kolory bez
obrazków. Moje dziewczyny idą pierwszy raz do przedszkola i właśnie
dowiedziałam się, że potrzebne będą worki na kapcie(podobno miały nie być
potrzebne). Może wiecie gdzie można kupić coś ciekawego najlepiej właśnie z
motywem z Kubusia Puchatka. Pozdrawiam
Laryngolog, kardiolog, okulista dla 4,5 latka
Witajcie, oczekuję waszej porady.
Mój syn lat 4,5 bardzo czesto choruje (oczywiscie odkad poszedł do
przedszkola, w tym roku od wrezsnia był w sumie 3 tyg.)przy kazdej
infekcji ma powiekszone węzły chłonne przyzuchwowe i szyjne z
tego powodu dostał skierowanie na Sporną na odzdział jednodniowy
onkohematologiczny. Ta ma zostać przebadany.
Do tego przy kazdej infekcji "pada mu na słuch", pogarsza się.
Pediatra wystawiła skierowanie do laryngologa z rozpoznaniem
upośledzenia słuchu, przerost migdałków.
Do tego wysłuchała mu szmer nad serduszkiem, podejrzwa ze
tobyć oże od tej infekcji którą teraz przechodzi ale sprawdzić
trzeba i kolejne skierowanie do kardiologa.
A przy robieniu bilansu 4-latka okazało się ze prawe oczko widzi
źle, lewe rewelacyjnie odczytało nawet najmniejsze obrazki
będące w ostatnim rzędzie, prawe niestety od drugiego rzędu nie
widziało dobrze, resztę zgadywał i w związku z tym kolejne
skierowanie do okulisty.

KOchani, pomóżcie polećcie mi dobrych dziecięcych specjalistów z
dobry sprzętem, oczywiście mogą być prywatni, bo niestety zbliża sie
koniec roku i na państwową opiekę zdrowia juz nie ma co liczyć.

Ktoś podał i takie nazwiska:
-laryngolog: Andrzejewski, Malicka Małgorzata. Kiedyś byliśmy u
Gryczyńskiej ale niestety nie wywarła na nie dobrego wrażenia.

-okulista: Joch(h)anowicz

-kardiolog: Moll, edax na Zielonej tylko do kogo?

POdzielcie się swoimi doświadczeniami.
Z góry wielkie dzięki.Aga.
Ja już drugi rok posyłam dziecko do przedszkola na ul. Sępołowskiej i jestem bardzo zadowolona. Przedszkole jest bardzo kameralne (tylko dwie grupy: młodsza dla 3-4-latków i starsza dla 5-6-latków), panie ciepłe i miłe, naprawdę lubią dzieci, opiekuńcza pani dyrektor. Może to głupie, ale do tego przedszkola przekonał mnie taki oto obrazek: drzwi od kuchni otwarte, na kolanach u pani kucharki siedzi dwójka dzieci i wszyscy troje zgodnie kroją marchewkę. Nie mają szczególnie wielu zajęć dodatkowych - angielski, religia, gimnastyka korekcyjna - ale uważam że to wystarczy. Którekolwiek przedszkole wybierzesz - zaprowadź tam malca parę razy przed wakacjami. Niech pobawi się z dziećmi, może zje z nimi obiad. U nas dzięki temu wrześniowe rozstania obyły się bez jednej łezki.
Gość portalu: lolobolo napisał(a):

> sama przyznalas: "mieszkam tu dostatecznie dlugo" a wiec jestes przyjezdna...
> przyjechalas na ziemie, ktore przed Toba zamieszkiwali Palestynczycy! Zrozum
> ich... jestes intruzem, zabijasz ich, okradasz, przywlaszczasz i traktujesz
jak
>
> smieci... nie maja innego wyjscia jak walczyc jako partyzanci/ zreszta to
samo
> wy robiliscie jak sie do Palestyny "wprowadzaliscie".
>
> Jestes z Izraela powiedz... czy w Waszych podrecznikach od Historii jest
> wzmianka o Deir Tassin ?

nu, lolus, my tu na forum to wszyscy przyjezdni, nie wiedziales? a w israelu
prawie wszyscy. i masz oczywiscie racje, ja nic caly dzien, tylko zabijam,
okradam, przywlaszczam i traktuje. w naszych podrecznikach jest wzmianka o deir
yassin. a wiesz jakie przyklady matematyczne sa w podrecznikach szkol arabow
palestynskich? a wiesz jakie fajne zabawy maja w przedszkolach palestynskich
arabow? poogladaj sobie obrazki, a jak zjedziesz dostatecznie na dol, to
zobaczysz, czego sie ucza 10-12latki.... ciekawe, naprawde...

rotter.net/israel/
patriota napisał:

> Udalo mi sie otworzyc tylko ten dolny link i doprawdy wzruszylem sie do lez:
>
> Tak piekne, tak obrazowe... WSTRETNA kilkuletnia palestynska dziewczynka
> OWINIETA w atrape z bombami naprzeciw niemowlaka z PRZYKLEJONYM do jego
glowki
> napisem "Peace"... oczywiscie pod gwiazda Dawida, zeby nie bylo
watpliwosci :o)
>
> No dana, jak teraz jeszcze ktos ci nie wierzy, ze Izraelczycy pragna tylko
> pokoju a Palestynczycy nawet ci najmniejsi to bezwzgledne maszyny do
mordowania
>
> tych slodkich niemowlat.... :o)
>
> To nawet lepsze niz te obrazki ze "Stürmera", gdzie tak chetnie w identyczny
> sposob zestawiano zdjecia aryjskich blond-chlopcow z bezzebnymi, brudnymi
> zydowskimi podludzmi.
>
> Oj dana, dana... jaka ty pijana.
>
> forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=7401864&a=7427276

No przyznasz chyba, patrioto, ze palestynskie przedszkola i szkoly podstawowe
sa cwiczebnymi obozami wojskowymi. Czyzbym sie mylil?
Dziwię się, że rodzice miewają tego typu dylematy

Dla mnie jest oczywiste, że kwiaty z okazji dnia nauczyciela, przed wakacjami,
a tym bardziej na koniec uczęszczania do placówki, to miły gest.

Po kwiatki można się wybrać wspólnie z dzieckiem i pozwolić mu być głosem
doradczym, jeśli nie decydującym, w wyborze. Można pojechać na łąkę, na
działkę, na plac targowy, do kwiaciarni. Nie chodzi przecież o ogromny, drogi
bukiet. Ale o gest. I o to, żeby uczyć dzieci, iż są ludzie, których się
docenia, sprawy za które się dziękuje.

Przez parę lat pracowałam jako nauczyciel od zajęc tzw. dodatkowych w
przedszkolu i bardzo mnie cieszyły dowody pamięci, sympatii w postaci np.
bukiecików z chabrów.
Bo to nie "wiechć" w tym jest najważniejsza a sam moment rozstania na czas
wakacji, podsumowania roku, podziękowania. A co dopiero "pożegniania na
zawsze". Bo to ważna chwila. Jej doniosłość "zawilgatnia" oczy...

Mozna pożegnać panie w różny sposób - ozdobić bukiet np. barwnymi, małymi
lizakami (umieścić je na patyczkach do szaszłyków i włożyć - jak kwiaty - w
bukiet). Zrobić medale-uśmiechy do zawieszenia paniom na szyjach. Zrobić
obrazek oprawiony w antyramę/ramkę. Upiec ciasteczka - miłe, słodkie i łatwe do
podzielenia. itp.

Warto dziękować Paniom, które się opiekują dziećmi i je uczą.
Dodaje to szkrzydeł i daje wiele radości.

ps
I nie zapominajcie o paniach tzw. technicznych
Nie oddałabym malucha do żłobka, chyba w ostateczności. Przedszkole, to co
innego. W żłobkach jest za mało personelu,by dobrze zaopiekować się dziećmi.
czteromiesięczne dziecko nie umie jeszcze samo się zabawić. Dodatkowo karmisz
piersią, to mógłby być dla Małej duży szok. Staje mi przed oczami taki obrazek:
maluszek leży w łóżeczku, płacze, rozpaczliwie woła mamę, a ona nie przychodzi.
Nikt nie przychodzi. Jak myslisz, co czuje taki szkrabek? Jak nie musisz, to nie
idź do pracy przynajmniej do pół roku, to będzie inwestycja w psychikę twojej
córeczki.
Pałacyk na Świerczewskiego
Podałem daweną nazwę ulicy, aby ew. dyskutanci wiedzieli od razu o co chodzi.
Jakiś czas temu na tym forum dyskutowano o jego przyszłości. Nawet założyciel
forum Jelmar przyznał się, że zręby swej edukacji tam właśnie otrzymywał (było
tam przedszkole). Tu można zobaczyć, co postanowiły względem pałacu władze miasta:
www.zary.com.pl/index.html?operation=100&nv_alp=0&nv_art=0&article_id=9383&category_id=6
Jak widać na złączonym obrazku powstaje w nim jakieś enigmatyczne centrum
biznesu. Przypomina mi to coś na kształt BCC lub Centrum im. A. Smith'a, gdzie
paru cwaniaków, za pieniądze podatników, wyfraczeni i wymuskani niczym
dandysi, plotą coś o gospodarce, co ma się nijak do gospodarczej
rzeczywistośi, za to pozwala czochrać niezłą kasę. Pozostaje jeszcze skala
przedsięwzięcia - no cóż, niczym miasto - "powiatowa" :-(
Jedna wielka granda z tym becikowym - prawie wylacznie patologiczne rodziny (one
w zdecydowanej wiekszosci) spelnac beda warunki otrzymania becikowego - juz nie
bedzie musiala matka ("otwioeram lodowke. Matka! jest tylko jedna!") sprzedawac
dziecka (jak ostatnio w Koninie), by miec na "dlugi rejs". Wystarczy, ze urodzi...
A jeszcze te pomysly, by zmusic matki do wychowywania dzieci zamiast
przedszkola, LPR przescigaja w chocholim populiznmie Samoobrone i PSL.

p.s.

Popatrzcie na obrazek samym dole!

www.joemonster.org/article.php?sid=5314

ROTFL :-))))))
To ja chyba będę jedyną osobą o odmiennym zdaniu. Może jednak wyjaśnię. Patrzę
na to z mojej perspektywy, a raczej mojego dzieciństwa. Od drugiej klasy sama
przychodziłam do domu, nie cierpiałam świetlicy , więc sama wracałam. Często
potem gdzieś z psiapsiółkami szłyśmy się bawić, nawet do koleżanek, nie
koniecznie na podwórko, nie wszystkie miały telefony. Ja byłam zawsze
dzieciakiem nad wyraz rozsądnym, do mnie można było spokojnie powiedzieć, że ja
mam nie dzwonić, albo pewnie nauczyli by mnie puszczać sygnał, żeby ktoś do
mnie oddzwonił, a na pewno moja Mama była by spokojniejsza wiedząc, co się ze
mną dzieje. Także na pewno byłabym ostrożna i nie używała komróki na ulicy, na
przykład teraz też jak muszę odebrać telefon, to staram się wejść na przykład
do sklepu. Myślę, że wszystko zależy od dziecka, nie wiem, czy jest jakiś
konkretny wiek, raczej chyba to, jak dzieciak będzie się z tym telefonem
obchodził. Fakt, że teraz większy bandytyzm, jak kiedy my byliśmy dzieciakami,
to racja. Z tego też względu nie rozumiem rodziców, którzy wielkie koła złote
kolczyki zakładają dzieciakom z przedszkola na przykład, przecież to też kogoś
może skusić a widziałam takie obrazki.
Bambo sie napuszyl i odpowiada Wildowi!
Drogi biały kolego!

Powinieneś zrozumieć klika rzeczy:
Kiedy się rodzę, jestem czarny,
Kiedy dorosnę, jestem czarny,
Kiedy praży mnie słońce, jestem czarny,
Kiedy jest zimno, jestem czarny,
Kiedy jestem przerażony, jestem czarny,
Kiedy jestem chory, jestem czarny,
Kiedy umieram, jestem czarny.

Ty, biały kolego:
Kiedy się rodzisz, jesteś różowy,
Kiedy dorośniesz, jesteś biały,
Kiedy praży cię słońce, jesteś czerwony,
Kiedy jest ci zimno, jesteś fioletowy,
Kiedy jesteś przerażony, jesteś zielony,
Kiedy jesteś chory, jesteś żółty,
Kiedy umierasz, jesteś szary,
I ty, do cholery, masz czelność nazywać mnie kolorowym?

Przekaż to swoim białym znajomym.
Może następnym razem zastanowią się trochę.

z Wyrazami szacunku,
Murzynek Bambo

matrix.jasna.tarnow.pl/~ejja/galeria/julia1.jpg

to jest poprawnie politycznie wersja aktualnie obowiazujaca w przedszkolach.
Obrazek namalowala Julia lat 6.
lady_hawk napisała:

> Nie wiem, jak to bylo w przypadku Helgi, ale owo "cytowanie" Hiacynta wlasnie
> na tym polega, ze przygotowuje nowy tekst na podstawie wycinanych kawalkow.
> Komu sie chce szukac w archiwum, prostowac itd? Wielokrotnie tego
> doswiadczylam. Ja mam wrazenie, ze najpierw zaklada co chce osiagnac, a potem
> wybiera i skleja fragmenty wypowiedzi. Musi miec prywatne archiwum i teczki
na
> kazdego.
>
> L_h
>
>

L_H
nie stawiałam Hiacyntowi zarzuty,"że przygotowując nowy tekst na podstawie
wycinanych kawałków" robi coś złego.już nawet dzieci w przedszkolu się uczy
techniki wykonywania własnych obrazków metodą wycinania i naklejania.
powtórzę więc.
mam przeciw temu,by takie "wycinanki" robić w celach fałszerstwa .
pamiętam jak raz właśnie zwróciłam się o pomoc (na forum)do Hiacynta,kiedy
Perła próbował swoimi "wycinkami" manipulować moimi poglądami.
i przeciw takim manipulacjom występyję a nie przeciw cytowaniu wogóle.
d_nutka napisała:

> lady_hawk napisała:
>
> > Nie wiem, jak to bylo w przypadku Helgi, ale owo "cytowanie" Hiacynta wlas
> nie
> > na tym polega, ze przygotowuje nowy tekst na podstawie wycinanych kawalkow
> .
> > Komu sie chce szukac w archiwum, prostowac itd? Wielokrotnie tego
> > doswiadczylam. Ja mam wrazenie, ze najpierw zaklada co chce osiagnac, a po
> tem
> > wybiera i skleja fragmenty wypowiedzi. Musi miec prywatne archiwum i teczk
> i
> na
> > kazdego.
> >
> > L_h
> >
> >
>
>
> L_H
> nie stawiałam Hiacyntowi zarzuty,"że przygotowując nowy tekst na podstawie
> wycinanych kawałków" robi coś złego.już nawet dzieci w przedszkolu się uczy
> techniki wykonywania własnych obrazków metodą wycinania i naklejania.
> powtórzę więc.
> mam przeciw temu,by takie "wycinanki" robić w celach fałszerstwa .
> pamiętam jak raz właśnie zwróciłam się o pomoc (na forum)do Hiacynta,kiedy
> Perła próbował swoimi "wycinkami" manipulować moimi poglądami.
> i przeciw takim manipulacjom występyję a nie przeciw cytowaniu wogóle.

Rozumiem, ze jak Perla to robi, to jest "be" a jak Hiacynt "w slusznej
sprawie", to "cacy". Innymi slowy: Hiacynt przygotowując nowy tekst na
podstawie wycinanych kawałków nie robi tego w celach falszerstwa.
No dobrze.
Nie jest taki pusty jak widać :)Tak było w tydzień po wprowadzeniu się Zdjęcia
były robione jak Karola była w przedszkolu,zabawki wtedy były na swoim miejscu
(jeszcze).Brakuje jeszcze wykończenia tzn obrazków ,firanek ,drzwi
wewnętrznych,ale jest już mały stoliczek z krzesełkami i zaczyna być milutko
Jak zawsze niezawodny wszystko wiedzący ekspert od wszyskiego.
żal; d... sciska czytając to co wypisujesz nic na temat
przypomnę pacanowi Z jakich materiałów zbudować dom/.
W domyśle dobre tanie trwałe materiały i nizbedna robocizna w jak nakrótszym
z możliwym czasie
Dom ,,pacanie,, zbudować czyli rzecz , towar użytkowy.
A co likwidujących się instytucji pożytku społecznego jak przychodnie
przedszkola itd. Żadna to tajemnica Ale za to niby mozna kupić tanie gacie w
pomieszczeniach byłej rejonowej przychodni zdrowia . I dobrze palncie wiesz ze
nie chodzi tylko o jakiś nadzwyczjny taki wyjątek podobnych na pęczki w
całym kraju . Tylko dla takich idiotów których rozpiera prymityw i duma z
tworzenia ordynarnych obrazków , to z pewnością , nic nie znaczy.
Baj , baj wróc do pisywania właściwych Tylko Tobie stron , Palancie
Gość portalu: maciej napisał(a):

> A miało być tak sielsko i anielsko, bez żadnych podwyżek, wręcz odwrotnie!!!
> A tu jaśnie panujący nam pan prezydent ogłosił swoje pierwsze podwyżki, i to
> za co, za przedszkola!!!! Program wyborczy to jedno, szkalowanie innych to
> drugie, a życie to trzecie!!!!!

Re: a podwyżki wynikają z projektu uchwały Rady Miasta, któtą rządzi SLD i taki
projekt wedle budżetu przedstawiło, by się on mówiąc dosłownie domknął. Więc
może najpierw analiza uchwał Rady miasta i analiza procesu decyzyjnego, a nie
ślepa wiara w to co napisze Express Bydgoski.

PS. podejżewam, że gdyby jednak to sam Wielki Roman podpisał taką uchwałę to
jeszcze do tego w cyt wyżej dzienniku pojawiło, by się zdjęcie z komentarzem:
Prezydent R. Jasiakiewicz w trosce o brać przedszkolną razem z Radnymi z SLD
zdecydował o skromnej podwyżce dla dobra ogółu społeczeństwa!

Tak manipulacja faktami i szarymi obywatelami jest dziś wielka. Zresztą jak
widać na załączonym obrazku Macieja.
pozdr. HUNT
Gość portalu: HUNT napisał(a):

> Gość portalu: maciej napisał(a):
>
> > A miało być tak sielsko i anielsko, bez żadnych podwyżek, wręcz odwrotnie!
> !!
> > A tu jaśnie panujący nam pan prezydent ogłosił swoje pierwsze podwyżki, i
> to
> > za co, za przedszkola!!!! Program wyborczy to jedno, szkalowanie innych to
>
> > drugie, a życie to trzecie!!!!!
>
> Re: a podwyżki wynikają z projektu uchwały Rady Miasta, któtą rządzi SLD i
taki
>
> projekt wedle budżetu przedstawiło, by się on mówiąc dosłownie domknął. Więc
> może najpierw analiza uchwał Rady miasta i analiza procesu decyzyjnego, a nie
> ślepa wiara w to co napisze Express Bydgoski.
>
> PS. podejżewam, że gdyby jednak to sam Wielki Roman podpisał taką uchwałę to
> jeszcze do tego w cyt wyżej dzienniku pojawiło, by się zdjęcie z komentarzem:
> Prezydent R. Jasiakiewicz w trosce o brać przedszkolną razem z Radnymi z SLD
> zdecydował o skromnej podwyżce dla dobra ogółu społeczeństwa!
>
> Tak manipulacja faktami i szarymi obywatelami jest dziś wielka. Zresztą jak
> widać na załączonym obrazku Macieja.
> pozdr. HUNT
Oj cos kiepsko u Ciebie z ortografią HUNT!!!! NIe czytam expressu tylko
wyborcza! Czy prezydent moze zawetowac taka podwyzkę?
100 lat później...
Kiedyś w przedszkolu kazano mi namalować obrazek, przedstawiający świat po
roku 2000. Myśleliśmy, że WSZYSTKO będzie wyglądało inaczej. Teraz widzę, że
sporo się zmieniło, ale wcale nie wszystko. A jak będzie wyglądał Ciechanów,
za skromne 100 lat?
Stereotyp Śląska...
Ilekroć mam okazje rozmawiać z osobami będacymi przejazdem na Ślasku,
tylekroć zaskakują mnie swoim o Śląsku wyobrażeniem. Jakis rok temu pewna
wazna warszawianka dziwiła sie jak tu zielono i że drzewa rosną. Póxniej
jadłem obiad w La Cantinie z dwoma panami ze stolycy i oni również nie mogli
się nadziwić, że ten Śląsk jakiś taki nie taki jak myśleli. Z wielu tego typu
spotkań wynika taki oto obrazek: Śląsk to kraina w której mieszkają tylko i
wyłącznie górnicy z hutnikami (jakieś 80% do 20%) i... byli górnicy z byłymi
hutnikami, którzy na skutek restrukturyzacji wylecieli z roboty. W mniemaniu
przeciętnego mieszkańca z poza Śląska mamy tu całe dwa komputery (oba w
Bibliotece Śląskiej), jedna wyzszą uczelnię na poziomie średniego
warszawskiego przedszkola i taki syf w powietrzu, że nic nie widac na
wyciągnięcie ręki. Ciekawe co wzmacnia ten stereotyp i czy istnieje mozliwość
jego osłabienia?
Czesc!
Co jest przypadkowe?
Ksenofobia? Nie zartuj.
Te obrazki o ktorych bylo wczesniej widac dopiero wtedy wyraznie, jak sie
przyjedzie po dluzszej nieobecnosci.
Czy wyobrazasz sobie, jak traktowanoby dziecko Anny w przedszkolu, na podworku,
a potem w sklepie, czy w pracy?
Jakis czas temu dyskutowalismy o hucie i ewentualnym kupcu Hindusie?
Ile sie tam roznistych sypalo?
Wyobrazasz sobie, ze rektorem polibudy moglby byc pastowany Hindus, Czajnik,
albo jakis Bambus?
Ja jakos nie bardzo moge..
Wlodek
Holta jak Holta...
Pogadaj z pingpongistka po zakupach, czy po jezdzie autobusem...
Czesc Rybko,
kupilam mieszkanie na Szwolezerow w budynku B. Moje odczucia w zasadzie sa
zgodne z tym, co pisze wiekszosc na tym forum. Budowa strasznie sie wlecze,
firma jest niepewna a wykonanie i materialy bud. nie najlepszej jakosci.
Dzisiaj dowiedzialam sie, ze firma nie przewiduje kaloryferow na klatkach
schodowych. Nie wiem, jakie wytłumaczenie ma p. Prezez na ten beznadziejny
pomysl, ale mysle, ze mozemy go wspolnie zaprotestowac. Bez kaloryferow na
klatkach bedziemy miec wilgoc w mieszkaniach na 100 %!
Poza tym, nie wiem, czy zwróciłas uwage na nietypowe i oryginalne kolory bloku,
a w szczegolnosci drzwi wejsciowych z klatki do mieszkań. Otórz drzwi bedziemy
mieć NIEBIESKIE a blok w kolorach, w jakich 3-letnie dzieci kolorują swoje
obrazki w przedszkolu. Wydaje mi sie, ze firma DOLCAN zatrudnia niespełnionego
artystę, ktory robi projekty, bo zadna dobra firma na rynku ( nie mowie o
Skanska ale np. Unibud) buduje bloki w stonowanych, pastelowych kolorach a nie
niebiesko-brazowo-zielono-czerwone z niebieskimi drzwiami do klatek!
Moim zdaniem, gdyby p. Prezes chcial pokazac klasę, móglby wysłac ankietę do
osób, które kupiły mieszkanie w Jego firmie i zapytac sie (zaproponowac kilka
projektow) o preferencje mieszkańców.
Pozdrawiam wszystkich sasiadow
Frankie
Bilans wakacji
W czerwcu odbierałam z przedszkola nieśmiałego zahukanego malucha. Wczoraj
odebrałam z przedszkola wesołego urwisowatego starszaka, któremu buziak się
nie zamykał bo musiał opowiedzieć kolegom o wakacjach :) Wczoraj na gazetce w
przedszkolu znalazłam obrazek przedstawiający plażę, słońce i kanciastego
człowieczka, podpisany "ja kąpię się w morzu" :-) na obrazku o dziwo nigdzie
nie było domofonu ani schodów :-)
Strasznie mi się Kuba zmienił przez te wakacje. A nic takiego nie robiliśmy -
trochę zimnego morza, trochę spacerów, dużo placu zabaw...
A jak Wasze zdolne dzieci po wakacjach?
pozdrawiam,
Antonina
No właśnie. Albo jeszcze młodsze.
Mama czytała mi jak miałam roczek i dwa i trzy. W ten sposób już na samiutkim
początku przedszkola umiałam czytać, bo mamusia czytała, a maleństwo patrzyło
sobie na znaczki pod obrazkiem. A mama była w szoku, jak maleństwo
przydreptało do kuchni i spytało, czy "c i z to [czy]" (chodziło o
słowo "kaczuszka").
Tym sposobem czteroletnia Stachenka sama czytała sobie bajeczki.
Poczytajmy przed szkołą.
Śmieszny TEST (tylko, że nie na inteligencję)
Fajnie jest się czasami dowartościować.
Poza tym, że fajna zabawa i większość zadań na poziomie przedszkola,
trzeba otwarcie powiedzieć, że to coś nie ma nic wspólnego z testami na
inteligencję (no może poza pierwszymi zadaniami). No dobrze nie będzie, że
przeciętny Polak wie jak wygląda np. syrenka, ale z jakiej racji ma znać jakieś
gwiazdki szklanego ekranu, które może grzeszą i urodą, ale talentem aktorskim
już nie koniecznie. Żałosne. Żeby to czy ktoś ogląda wszelką szmirę w telewizji
decydowało o jego inteligencji...
Takie testy powinny abstrachować od wszelkiej wiedzy nabytej (teoretycznie test
taki powinien umieć rozwiązać analfabeta z buszu). Czyli zadania z obrazkami,
porównaniami, układankami.
Pozdrowienia dla wszystkich internautów. Podejrzewam, że co drugi z nas po
zobaczeniu wyniku jest wysyłany do mensy. Budujące:)
Kto z Was uczy przedszkolaki i jak Wam to wychodzi
Kto z Was uczy przedszkolaki?
Ja zaczęłam w tym roku, wcześniej uczyłam w podtsawówce, a potem byłam na
urlopie wychowawczym.
Teraz po kilkuletniej przerwie trudno mi się przedstawić. Bardzo lubię
dzieci,jestem zwolenniczką kontaktu z językiem obcym od najmłodszych lat. Moje
dzieci własnie od małego są osłuchane z dwoma językami, bo mamy rodziny za
granicę.
Ale mimo entuzjazmu do nauczania przez zabawę, widzę,że jest cięzko w
przedszkolu. Dużo dzieci choruje, przychodzi po 2,3 tygoodniach i płacze do
mamy.Nie przeszkadza mi płacz, ani to,że musze sto razy powtarzać yellow, look
at me, czy cat, dog. Męczą mnie rodzice, którzy chcą,żeby pocicechy już po
miesiącu nauki, umiały wszystko.
Może marudzę, ale jeśli ktoś z Was uczy, lub uczył małe dzieci podzieli się
ze mną swoim doświadczeniem.
Wiem,że warto puszczac piosenki, uczyć się, bawić, duzo opowiadam krótkich
historyjek pokazując na obrazkach, robie krótkie teatrzyki. Ale widzę, że
dzieci się boją mówić, szczególnie te, które maja kłopoty logopedyczne. mam
kilkoro przedszklaków, którzy bardzo źle mówią. A ich rodzice nie rozumieją,że
nawet jakbym nie wiem jak się starała to nie powtórzą za mną dokładnie, bo nie
maja jeszcze dobrze rozwiniętych nar mówią od razu poprawnie.
Proszę doradźcie coś, bo mam ządów artykulacyjnych mowy.Przecieć maluchy
anglojęzyczne, tez nie mówi,ą od razu
Doradźcie coś, bo mam mały kryzys( ale chyba głównie z powodu oczekiwań rozciów).
Pozdrawiam
onunia
Jak oceniacie przedszkolaki i dzieci w klasach 1-3
Mam niedługo indywidualne spotkania z rodzicami.
Rodzice w moim przedszkolu są bardzo ambitni i często dopytują mnie przez
nauczycielki, jakie postępy czyni dziecko.
Chcę dać każdemu,kto przyjdzie (i tym bardziej tym, którzy nie przyjdą), coś
w rodzaju oceny opisowej. Nie mam w tym temacie dużego doświadczenia.
Myślałam,ze mogę zrobić taką tabelkę, i napisać,że dziecko umie powtórzyć
rymowankę, zaśpiewać piosenkę, pokolorować obrazek wg. instrukcji, zaznaczyć
podany przedmiot lub zwierzątko na obrazku, nazwać pokazany obrazek, nazwać
cześci ciała, policzyć do 5, nazwać zwierzątka, rozumie polecenia
nauczyciela, powtarza za nauczycielem.
I ocenic w skali: umie wszystko, większoć, pojedyncze wyrazy.
Dodatkowo chcę zaznaczyć, ile na ilu zajęciach dziecko było, a ile opuściło w
danym miesiącu. Bo mam takich przedszkolaków, co bywają klika dni w miesiącu,
tak chorują.
A jak Wy oceniacie postępy swoich uczniów w przedszkolu i młodszych latach
szkoły podstawowej? Czy na coś jeszcze powinnam zwrócić uwagę,bo rodzice
lubią byc dobrze poinformowani.
onunia
Ups, o tym nie pomyslałam. Pracowałam kiedyś w szkole, i taka forma oceny
bardzo się rodzicom podobała. Teraz jestem dopytywana o postępy dzieci, stąd
ten pomysł z ocenami.
Mam dużo maluszków, które czesto chorują, więc będzie mi wogóle trudno i nich
coś powiedzieć, bo często ich nie ma.
A co do nauki od małego. Jestem zdania,że dziecko w przedszkolu może się
osłuchać z językiem. Ja dużo własnie z dziećmi spiewam, uczę ich prostych
rymowanek i zwrotów, bawimy się w angielskie zabawy. Jestem zwolenniczką
obrazków, szczególnie od momentu,kiedy mi głos siadł, i okazało się,że dzieci
same potrafia nazwać przedmioty, które im pokazywałam.
Do tego zaopatrzyłam się w krótkie bajeczki, które słuchamy, a póxniej albo
sama inscenizuję, a potem włączam w to dzieci, albo pokazuję rysunki. Dzieci to
uwielbiają.
Jednak w tym wieku pamięc dzieci maja tzw. krótkotrwałą i , to co wydaje się
rodzicom,że sie nic nie uczą-szybko zapominają. A tak nie jest. Dzieki częstym
powtórzeniom mozna dzieci bardzo duzo nauczyć. Ja dodatkowo mam w swoim
przedszkolu dzieci 2 języczne, dla których angielski jest 3 językiem.
Fajnie,że dzieci się osłuchają, i jesli to rodzice zrozumieją, potem, te
szufladki z angielskim, gdzieś się otwierają.
Chciałabym,żeby rodzice wiedzieli,że ich dzieci rzeczywiście pracują i mają
postępy. Ale z drugiem strony Pandora ma racje,że moge antrafić na nadgorliwych.
Musze to ocenianie przemyslec.
ALe dziekuję za rady.
onunia
Ja nie mogę sobie pozwolić na rysowanie, bo nie mam stoliczków.
Niestety mam około 8 dzieci , które mają 3 i mniej niż 3 latka.
Ulubiona gra to memory. Na każdy temat przygotowuję zestaw i w
przedszkolu laminuję. Fajna zabawa jest też kiedy mamy pięć kart na
podłodze, dzieci odwracają się po turecku i ja odwracam jedną z
kart i pytam what's missing. Kolejny pomysł to utworzenie szeregu
kart i odwracanie jednej i powtarzanie nazw obrazków nawet tych
zakrytych- ćwiczy to dobrze pamięć. Generalnie lepeij wychodzą
lekcje kiedy mam mniej dzieci no i maluchy nie wytzrymują.
Załatwiłam skrócenie lekcji do 20 min i już widzę że to robi
różnicę. A tak jeśli mogę, ile płacą Ci za godzinę? Mi płacono 20 zł
za godzinę, ale teraz wynegocjowałam 20 zł za 40 min (na rękę).
skoro nie potrafi czytać, to książka raczej nie powinna być dla niej, tylko dla
Ciebie. możesz ją nauczyć mówić i rozumieć - a czytanie i pisanie przerobisz
później, jak już to opanuje w ojczystym języku. metoda raczej coś w stylu
Callana - tzn. Ty mówisz, ona powtarza i na tej zasadzie się uczy. małe dzieci
lubią się uczyć piosenek, wierszyków itp. może znajdziesz książkę z takimi
wierszykami dla dzieci. mój brat miał w przedszkolu książkę do niemieckiego,
gdzie całe strony to były jakieś obrazki, scenki rodzajowe, przy każdym
przedmiocie była nazwa - odczytywał ją nauczyciel, a dzieci zapamiętywały ze
słuchu, kojarząc brzmienie nazwy z obrazkami.
Nauczycielki
Pracowałam kiedyś rok w przedszkolu. Poznałam kilka nauczycielek
przedszkolnych - mądrych , kompetentnyuch , uzdolnionych ludzi pracujących
ciężko , wciąż się szkolących i uprawiających inny rodzaj twórczości niż
nauczycielka akademicka. One musiqły się znać na psychologii , pedagogice,
rozwiązywać problemy wychowawcze, zdrowotne , rozwijać dziecięce uzdolnienia we
wszystkich kierunkach.Musiały umieć coś zagrać na pianinie ( była pani
rytmiczka, ale i tak nauczycielki potrafiły same poprowadzic rytmike); kiedyś
znalazłam w jakiejś szafce materiały do zajęć zrobione oczywiście
własnoręcznie przez którąś z nauczycielek - zachwyciły mnie jej zdolności
plastyczne .Te obrazki mogłyby się znaleźć na jakiejś wystawie .Musaiły mieć
zdolności manualne, umiec panowac nad grupą w spsoób przyjazny itp itd. Ta
praca do dziś budzi we ,mnie podziw.A kwituje się ją pogardliwie :
przedszkolanka - coś jak babcia klozetowa. O ! Nauczyciel akademicki to jest
ktoś !
Zawód nauczycielki przedszkolnej i młodszych kjlas jest niedoceniany , bo
twórcemi ocen sa mężczyźni.Oni tworzą wzorce i wartości. A my je łykamy i nie
walczymy o swoje.Zgadzamy się na takie postawienie sprawy. Wychowanie dzieci to
dla twórców powszechnych wartości jest błahostka , sterowana instynktem.Ot,
kobita ma samiczy instynkt i wodzi dzieci jak kwoka kurczęta. Ja chciałabym ,
żeby kilku dziennikarzy oddelegowac na tydzień do przedszkola albo podstawówki.
Oczywiście z osobą towarzyszącą,żeby za bardzo nie zaszkodzili innym ludziom i
sobie. Nie ma nic lepszego niż własne doświadczenie.
O rany ale wszystko mi stoi przed oczami...
Gdzieś w swoich obrazkowych archiwach posiadam obrazek z kredkami wlasnie z
misiem i ptaszkiem. Kto chce moge wyslac :))
O Jezusicku, nie wiem czy juz o tym pisalam, pamietacie dziewczyny te grube
rajtuzy ktore nam mamy zakladaly do przedszkola????, byly w takie pionowe
prazki :)) Jaaaaa to bylo to!!! mialysmy czym sie przechwalac, bo jedna miala 4
pary a inna tylko 2. Zawsze gdy mama zakladala mi biale, po przyjsciu z
przedszkola mialy odcien szary....Mialam tez czerwone , niebieskie brazowe
(o zgrozo!!!)
Złe przykłady
randybvain napisał:

> Kto jest właścicielem pracy klasowej, semestralnej, dyplomowej, maturalnej,
> magisterskiej?
> W sensie prawnym?
> Wszystko wskazuje na to, że szkoła. Dowodzi tego praktyka nieoddawania ww
prac uczniom i studentom.
> A skoro jest właścicielem, to jej pracownik może zrobić z taką pracą co
zechce, A autor/autorka nie ma do niej żadnych praw.

Na pewno prac do nich nie ma ani żłobek, przedszkole, szkoła czy uczelnia. W
wyjątkowych przypadkach może miec prawa majątkowe (np. namalowany na ścianie
szkoły obrazek) ale nigdy autorskie - choć niestety czasem zdarza się, że
nazwiska dzieci są pomijane przy pokazywaniu ich prac plastycznych.
Może zrozumiesz to przez analogię do prac plastycznych. Żaden nauczyciel
rysunków, grafiki czy rzeźby nie może sobie przwłaszczyć praw autorskich - jak
bys to sobie wyobrażał?
Nieoddawanie o niczym nie znaczy - czasem szkoły gromadzą dokumentację, nie
służy to natomiast przywłaszczaniu sobie praw autorskich. Tyle chyba wystarczy.
Może jeszcze jakiś prawnik coś tobie napisze.
wróciłem z pko.jakiś emeryt dyrygował zainteresowanymi i ustawiał dyżury.po
ujrzeniu ponad setki chętnych na liście,szybko wyleczyłem się z "powszechnej
prywatyzacji".w poniedziałek zawożąc córkę do przedszkola zrobię jej lekcję
historii:podjadę pod bank pokazać obrazek z codziennego życia polaka za komuny
znam o chorym ząbku
Chory ząb

H. Bechler

Ledwie wrócił Grześ z przedszkola
Ząb okropnie go rozbolał

Ząbek bolał, płakał Grześ
I kolacji nie mógł jeść

Więc orzekli wszyscy zgodnie
Że Grześ pójdzie do przychodni

W poczekalni jasnej, dużej
Czas nikomu się nie dłuży

Chcesz – obrazki tu oglądaj
Chcesz – masz misia i wielbłąda

A dentystka uśmiechnięta
Grzecznie mówi do pacjenta:

- Chodź tu bliżej, Grzesiu, siadaj
zaraz chory ząbek zbadam

O, tu z boku masz dziureczkę
Oczyścimy ją troszeczkę

Przyjdziesz w środę i na ząbek
Położymy mocną plombę

Grześ wychodzi uśmiechnięty
Bardzo grzecznym był pacjentem.
ZNACIE JAKIES FAJNE ŚWIĄTECZNE STRONY DLA DZIECI??
cześć
Hubercik wrócił z przedszkola i opowiadał zafascynowany, jak malowali listki
farbami żelowymi a potem przyklejali do okna, nabyłam takie farbki i
malowaliśmy liscie i kwiatuszki, ale teraz szukam jakichś ładnych obrazkow z
Mikołajem, świetami, aniolkami , jesli znacie jakieś fajne stronki to bardzo
proszę o adresy, z góry dziekuje.
Kinia i upaćkany w farbach Hubercik
Koziołek Matołek - pomocy
Witam wszystkich.
Jestem "nowa" i proszę o pomoc w zdobyciu kolorowanek,
obrazków i wszystkiego co wiąże się z Koziołkiem Matołkiem.
Przedszkole mojej córeczki będzie obchodzić 50-lecie
i patronem zostanie Kornel Makuszyński. Tematem przewodnim wielkiej
uroczystości nadania patrona ma być wędrówka Matołka przez Polskę.
Chciałabym im jakoś pomóc w przybliżeniu dzieciom tej (co tu kryć)
zapomnianej trochę bajki.
Proszę o linki i pomoc.
Ania
mój adres aniaozo@gazeta.pl
"Teddy's Train" cz.A
Witam
MOże któraś z Was ma w domu niepotrzebny zeszyt ćwiczeć z tej serii, Częśc A.
Zdaję sobie sprawę, że będzie on wykorzystany. Głównie chodzi mi o zdobycie
słówek, tekstu piosenek i obrazków z tej książki. Egzemplarz do ćwiczeń córka
ma w przedszkolu. W domu chciałabym posiadać ćwiczenia do powtórek.
Proszę o maila na gazetowego.
Pozdrawiam
Karolina
Smaki, które pamiętam:
- "sok z woreczka" - rodzice zabraniali, ale ja prosiłem o złotówkę na słonecznik i po dwóch dniach mogłem kupić ów "sok";
- może nie donald, ale guma turbo! Pamiętam, ze oddałem wszystkie swoje obrazki mojemu kuzynowi, co przyjechał z Białorusi, bo rodzice mówili, że "takich u nich nie sprzedają";
- chleb z piekarni;
- "paluchy" - taka słodka bułka z makiem na wierzchu, po drodze do przedszkola.

Najokropniejsze wspomnienie z dzieciństwa to barszcz. Jak mama była w szpitalu, to ojciec ugotował. Żygałem jak mało kto. Nie pamiętam czy to wina barszczu, czy tego że mój tata, a nie mama, ugotował.
Witam

Rozumiem Zosię aż nadto dobrze. Ja wizyty u psychologa pamiętam z przedszkola -
zero zainteresowania zabawą z innymi dziećmi, nawet zabawkami. Pamiętam, że
pokazywali mi obrazki, chcięli, zebym układała historyjki - po prostu klapa.
Później szkoła podstawowa, średnia, - szło mi nieźle (z wyjątkiem WF, odkąd
pamiętam katastrofa), chociaż na porządku dziennym było zapominanie o pracy
domowej. Jakoś przebrnęłam, choć, przyznaję, bardzo słabo pamiętam lata
szkolne. Studia skończyłam bez większych problemów, szczęśliwie udało mi się
znaleźć pracę. Przełomem było spotkanie koleżanki z dzieciństwa, okazało, się,
że mamy podobne zainteresowania. Prawie co tydzień wybieramy się gdzieś razem.
Nareszcie dobrze czuję się wśród ludzi - czego życzę rónież Zosi.

Pozdrawiam
ogromne efekty terapii behaw i werbalnej ABA VB
od 5 miesiecy pracuje jako terapeuta z autystycznymi dzieci. Pisze
tego posta, bo jestem b.zadowolona z efektow mojej pracy, ale takze
by podniesc na duchu rodzicow i podsunac pod rozwage mozliwosc
rozpoczecia takiej terapii. ( wiem,ze jest malo popularna w Polsce)

5 miesiecy temu rozpoczelam prace z 3,5 letnia dziewczynka ze
srednim stopniem autyzmu.Nie mowila,nie angazowala sie w zadna forme
kontaktow spol, nie potrafila sie bawic....

teraz: zna ok 300 slow, potrafi sie przywitac, przedstawic,liczyc do
5, zna 3 kolory,inicjuje zabawy z doroslymi i dziecmi,chodzi do
przedszkola, spiewa,tanczy, lubi sluchac czytanych przeze mnie
ksiazek i nazywa widziane na obrazkach obiekty, mowi co chce jesc,
gdzie isc,co ogladac, rysuje, reaguje na swoje imie (95 %)odpowiada
na pytania, jezdzi na rowerze. Okazalo sie,ze ma swietne poczucie
humoru.

Przeszla calkowita przemiane. nauczyciele, znajomi rodzicow nie moga
wyjsc z podziwu. Dzieci w przedszkolu komentuja: "Ona mowi"
jest pewniejsza siebie. A zycie dla niej i jej rodzicow stalo sie o
wiele latwiejsze.

Kochani, nie wahajcie sie, jesli mozecie rozpoczac ABA VB. Terapia
naprawde jest skuteczna!! I nie wierzcie "specjalistom",ktorzy
uwazaja, ze dzieci autystycze nie potrafia mowic!!!!
obejrzalam i zwatpilam. Pomijam fakt, ze ankieta jest przeznaczona
wylacznie dla osob zamieszkujacych Polske, ale wydaje sie byc
taka..malo przemyslana. Czemu zaklada, ze dziecko musi byc wozone
gdziekolwiek na terapie?Przeciez dzieci z autyzmem slabo toleruja
zmiany w otoczeniu, obce tereny i nieznane osoby, a kluczowe wydaje
sie zorganizowanie dnia powszedniego, domu, szkoly i przedszkola,
aby jak najbardziej stymulowac dziecko do rozwoju, optymalnie
wykorzystac jego-dziecka- umiejetnosci i mozliwosci, oraz ulatwic
mum, najprosciej mowiac, zycie. I wcale nie musi sie to opierac o
terapie i terapeutow/wolontariuszy, ale czasem o zwykle , proste
rzeczy:dostep do szkoly , rozwoj komunikacji, schematy dnia ,
czesto obrazkowe, glupi budzik-zegar , umozliwiajacy oientacje w
czasie, chocby urzadzenie do laminowania czy progam komputerowy ,
umozliwiajace i ulatwiajace produkcje obrazkow sluzacych
komunikacji.
Dla takiego czterolatka pewnie najważniejsze jest, by go nauczyć najpotrzebniejszych zwrotów do przetrwania pierwszych tygodni w przedszkolu: Chce mi się siusiu. Jest mi zimno. Jestem głodny. Boli mnie brzuch itp. No i rozumienie poleceń typu: umyj ręce, załóż buty.

Do nauki pierwszych słów najlepiej jest wziąć książeczkę z obrazkami (taki mini słowniczek dla dzidziusiów) i pokazywać palcem obrazki mówiąc po polsku nazwę przedmiotu. Po kilku powtórzeniach Ty mówisz słowo po polsku a dziecko ma pokazać odpowiedni obrazek. Dopiero jak dziecko prawidłowo rozpoznaje wszystkie słowa, można przejść do następnego etapu: Ty pokazujesz obrazek a dziecko mówi po polsku co to jest.

pozdrawiam

mama przedszkolaka
Dosc tajemniczo brzmisz dijey.
Nie wiem o kogo chodzi z tym Leninem ?

Moze dla niekturych tak fontanna to bagatelka nic nie znaczaca rzecz jak
estetyka szkol i wszystkich miejsc uzytecznosci publicznej.
A przerazila mnie ostatnio obskurnosc kanadyjskich przedszkoli.
Pomyslalem ; te dzieciaki tu przychodza, spedzaja tu po kilka godzin dziennie.
W ciagu roku jest to masa godzin przebywania w tak obskurnych miejscach,
beznadziejnie prostych i nieestetycznych mebli, wytartych i brudnych wykladzin
podlogowych, powlanczanych komputerow nie wiadomo po co, ale chyba po to by je
napromieniowywaly. A przeciez "tu odkrywa sie swiat". Jego pierwszy obraz.
Naszczescie nie zabrano im jeszcze pluszowych miskow i kolorowych ksiazeczek z
obrazkami.
Co z nich wyrosnie ?
Jakie beda mieli estetyczne potrzeby w swym zyciu i jak wielkie pretensje do
niczego nieswiadomych mas. Mas tepych roboli bo na poly leniwych i
wyzyskiwanych, objetych klauzura tolerancji.
Dziecko arystokraty tlustego czarodzieja ma zawsze szanse otrzec sie o piekno,
estetyke. Ma szanse bywac w miejscach gdzie wstep maja tylko Ludzie z duza
kasa. Wraca do domu na perskie dywany, w swiat antykow, kolorowych witrazy,
klasycznej muzyki i cieplych slow madrych rodzicow.
Dziecko robotnika wraca ze szkoly w swiat wlaczonego nonstop telewizora,
chamskich odzywek, obskurnych wnetrz.
Moje najmłodsze było w żłobku - i zapewniam Cię, że zła sława żłobków pochodzi
sprzed 40 lat, kiedy dzieci tzymano w sterylnych warunkach w łóżeczkach. Teraz
żłobki sa super! Personelu sporo, zwykle bardzo oddanego dzieciom ( znacznie
bardziej niż w przedszkolu). Dba się nie tylko o spanie i jedzenie, ale o
wszechstronny rozwój, sporo czyta, gra w rózne gry, pokazuje obrazki.
Moje dziecko poszło do żłobka w wieku 11 miesięcy. Ja też myślałam, że żłobki
sa okropne. A są naprawdę bardzo fajną instytucją.
U mnie to jest tak, ze po prostu nie mamy telewizora.Już od 5 lat. Świadoma
decyzja i dobrze nam z tym. Skutkiem tego moje dziecko tv nie ogląda. A jak
jestesmy u dziadków, to telewizor nie wzbudza u niej żadnego zainteresowania.
Ignoruje go nawet jak jest włączony. Ale już jak nastawiony jest zbyt głośno,
to dziecko jest wyraźnie poirytowane. Podobnie zresztą, jak ja. Nic mnie tak
nie denerwuje i nie rozprasza, jak właczony telewizor podczas rodzinnego obiadu.
Oczywiście i ja postawiłam sobie pytanie, kiedy telewizor dla dziecka i czy w
ogóle (kiedyś była tez o tym mowa na forum). I postanowiłam, ze dopóki dziecko
nie pójdzie do przedszkola, to nie podejmiemy decyzji o zakupie tv.Potem
zobaczymy. Na razie Weronice (19 miesięcy)puszczam bajki na laptopie. Ale też
nie za często, bo wydaje mi się,ze nie jest to zbyt zdrowe dla oczu dziecka.
Osobiście o wiele bardziej cenię sobie edukację poprzez ksiązki. Do tej pory
córkę zajmowały tylko obrazki i opowiadanie o nich. Teraz obserwuję, ze zaczyna
interesowac się trescią bajeczek i już potrafi dłużej słuchac, jak jej czytam.I
w końcu przestała zjadac swoje książeczki.
w przedszkolu w srode bylo przedstawienie - wzruszajace. Laurki byly dwie
blizniacze - dla mamy i taty. Dzieci malowaly liscie, odbily je na kartce a
potem przylozyly druga kartke. I w ten sposob mamy dwa obrazki.
Dzisiaj z okazji dnia mamy dostalam cztery dni wolne. Tatus i mala wyjechali na
mazury a ja odpoczywam:))
Gość portalu: Oszołom z RM napisał(a):

> Czytać ci się nie chce? Może wolałbyś obrazki co? Na obrazkach to uczą sie
> dzieci w przedszkolu
Coś mi się wydaje, że to Ty właśnie oglądasz obrazki.I to nie które byś
chciał, ale podsuwane.
Współczuję Ci.
Koledzy, mam pawia na koncu jezyka. Tego parlamentu nawet szopka nazwac nie
mozna - bo szopka jest wesola, burdelem tez nie - bo tam mowia, ze przyjemnie,
a tu ani wesolo ani przyjemnie tu jest zalosnie i mdliwie.
Toc tam sa najgorsi z najgorszych: glpupi, bezkrytyczni, zacietrzewieni,
pazerni na szmal i wladze - koledzy kogo mysmy wybrali?

Juz wiem, co mi to przypomina : kiedys przy ulicy Swietokrzyskiej w Warszawie
byl taki "bar piwny" Jantar. Czesto przechodzilem tamtedy z ojcem wracajac z
przedszkola i niemal za kazdym razem widzielismy ten sam obrazek z zycia
prawdziwych mezczyzn : wypadajaca wraz z przerazliwym fetorem skislego,
komunistycznego piwska postac, ktora ulamek sekundy wczesniej ktos w morde
prasnal. Przed wejsciem do baru i na trawniczku obok siedzieli tacy okrwawieni,
rzygajacy delikwenci i wylizywali sie w milczeniu w oczekiwaniu na powrot
do "societe". Nasz sejm to taki duzy bar Jantar.

Naprawde tesknie za czasami UW...
Och Iwonko, nie bądź taka, nie wszyscy na wyszukiwarkach się znają. Ja kilka
lat temu też co chwila zadawałam pytania, a wyszukiwarkę obsługiwać się uczyłam
stopniowo przez kilka lat :-)

A na serio:
tu link do jedynego wątku o Elfim pyłku (a i to ledwie dwa posty, bez
odpowiedzi wiekowej)
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16375&w=31211757&a=31211999
Obrazki słodziutkie, ale mojego 5-latka zbytnio nie zainteresowało. Może
dlatego, że w przedszkolu jest w opozycji Witcha i wraz z innymi kolegami
czarodziejek witchowskich nie cierpią. A te obrazeczki mu się skojarzyły.
Ale próbowałam mu czytać, gdy miał wybór, wolał np. Pana Kuleczkę.

A tu masz jeszcze jednego linka, w wersji wordowskiej informacja prasowa o
książce:
www.egmont.pl/ksiazki/informacja.doc
"Ostry dyżur w szpitalu u zwierząt" (było o nim wcześniej)
www.merlin.com.pl/frontend/towar/401825
Przepłaciłam, bo kupiłam za 27 (a było przecenione z 35, ciekawe skąd ta
rozbieżność cen ) ale warto było. Grześ dowcipu jeszcze nie łapie ale my się
świetnie bawimy. Grześ uczy się nowych słów (rany julek, dziś podczas obiadku w
przedszkolu-chodzimy się adoptować - oznajmił nagle, że "to osty atak
zającozy":)))Śledzi też kury oddziałowe na obrazkach.
Przejrzałam to ostatnio w Empiku i podpisuję się pod opinią lucapuki.
Bajka "przekombinowana" - zbyt wiele wymyślnych szczegółów, dziwaczne imiona
dzieci - na poczatku aż 5 czy 6 (po co, jeśli dalej jest tylko dwójka
bohaterów ?), trudno wyłapać meritum. Obrazki takie sobie.
Druga część - "Instrukcja obsługi złości" mogłaby być niezła, ale dla dzieci
zbyt duzych na poczatkową bajkę. Bajka ma poziom infantylności późnego
przedszkola, a instrukcja jest raczej dla 8-10latków.

Reasumując - pomyłka wydawnicza :-(((
Witam.Mam książkę "Mateuszek na Zaczarowanej Wyspie" ,z ilustracjami Janiny
Krzemińskiej (NK ,1963). Mogę ją przesłać mailem (po wcześniejszym zeskanowaniu)
- jeśli chcesz-podaj swój adres. Tę znakomitą opowieść (ja pamiętam ją jeszcze
ze "Świerszczyka") - można także znależć w książce "Wybór literatury do zabaw i
zajęć w przedszkolach z komentarzem metodycznym " w oprac. Heleny Kruk, wydane
przez WSiP w 1985 roku . Są tam jeszcze takie skarby jak: "O ciekawym
wróbelku" ,"Ulepianki-malowanki" ,"Niebieska dziewczynka" i wiele,wiele
innych ,wydawanych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w
serii "Poczytaj mi ,mamo " (te najdawniejsze, podłużne ). Jest też mnóstwo
wierszyków i zagadki.Ksiązka znakomita do czytania dzieciom ,choć nie ma
obrazków . Pozdrawiam,czekam na wiadomość.Pozdrawiam.
Cóż- moja ironia jak widać zbyt subtelną była ;-)
Niestety, nie uważam listy 0-4 lata za najlepszą, wręcz przeciwnie, moim
zdaniem ktoś, kto w ogóle pomyślał o stworzeniu takiej kategorii wiekowej, albo
nie ma dzieci, albo nigdy nie próbował im czytać...
Jeśli akcja ma być dla rodziców, dla których czytanie dzieciom to novum- wymaga
to przejrzystej "instrukcji obsługi". Zupełnie inne są wymagania "lekturowe"
półtorarocznego dziecka, które z przyjemnością posłucha wierszyka z ust mamy
albo pokaże na obrazku oczko czy nosek, czego innego szukać będę dla trzylatka,
który ma przed sobą pierwsze społeczne kontakty w przedszkolu, a co innego
przeczytam czterolatkowi, dobrze już w przedszkolnych czy podwórkowych
relacjach zorientowanemu. Oczywiście generalizuję i przesadzam w tym
rozgraniczeniu, ale w tym wieku właśnie zmienia się sposób odbierania książek
najbardziej, a autorzy listy jakby o tym zupełnie nie wiedzieli.
I obawiam się, że główną "zasługą" niedopracowania tej listy i całej akcji są
mamy załamane, że czytają 20 minut półrocznemu niemowlęciu książki z listy, a
ono nie chce słuchać- widać coś z dzieckiem nie w porządku !!!
Tak jak pisałam w tamtym watku: akcja sama w sobie jest bardzo dobrym pomysłem,
tylko jakoś nikomu nie chciało się dopracować szczegółów. Sprawdza się w
środowiskach, gdzie znajdą sie dobrzy animatorzy, zaś jako podstawa dla ludzi,
którym to jest obce- nie nadaje się :-(
Proszę o pomoc
Kochane dziewczyny, moja firma dostała pismo ze szkoły podstawowej w bardzo
małym biednym miasteczku czy moglibyśmy kupić im do biblioteki książki dla
uczniów klas "o", I, II, III. Firma wyraziła zgodę. Chcemy przeznaczyć na to
ok 150 zł. I teraz moje pytanie... Jako ze moja córka chodzi jeszcze do
przedszkola to nie mam pojęcia jakie książeczki kupić tym dzieciakom. Proszę
poradźcie. Acha, koniecznie z obrazkami. Co teraz modne i nie męczące małych
główek? :-)))
Jest taka nowa książka "Witajcie w przedszkolu!", Jutty Garbert i Ingrid
Kellner, wyd. Jedność, ale powiem uczciwie, że jeszcze jej nie przeglądałam. Z
opisu wydawcy wynika, że opisano w niej właśnie pierwszy dzień w przedszkolu. O
tym, gdzie można o niej parę zdań przeczytać napiszę może na pocztę gazetową.
Są też misie-bazylęta, czyli "O misiach bazylętach. O przedszkolu", Domu
Wydawniczego Edukacja, też nowość, którą planuję obejrzeć w najbliższych dniach.
Są jeszcze książeczki z naklejkami typu "Co robisz Olu, w swoim przedszkolu" -
dwie różne pod tym samym tytułem. W jednej (podtytuł "Poznaję przedszkole") na
kolejnych stronach na obrazkach przedstawiono kluczowe wydarzenia
przedszkolnego dnia: drogę do przedszkola, szatnię, kącik lalek, zabawy
samochodami, klockami itp., wielkie sprzątanie po zabawie, czytanie książek,
drzemkę, posiłki, spacer, zabawy na dworze, mycie w łazience. Z każdą
ilustracją, poza naklejkami, wiąże się zadanie do wykonania. W "Co robisz..." z
podtytułem "Gry i zabawy w przedszkolu" jest podobnie, tylko tematem obrazków
są rozmaite przedszkolne zajęcia i zabawy.
My mamy "Przedszkolaki..." - powiem szczerze, że książka jest niezbyt bogato
ilustrowana - na 1,5 strony tekstu jest pół strony ilustracji, czasem do 4
stron opowiadania jest jeden obrazek.
Zresztą książka nie należy do ulubionych mojej córeczki (3,5 roku), raczej jest
dla starszych dzieci... Opowiadania w małym stopniu dotyczą adaptacji w
przedszkolu, a raczej opisują przygody starszych dzieci.
U nas hitem jest i była książka Anny Sójki "Pora do przedszkola" - 12 krótkich
opowiadań (O tym dlaczego warto chodzić do przedszkola, O tym, że nie warto
sie upierać, O tym, żeby sie nie przechwalać, O tym, że mamie można wszystko
powiedzieć itd, itd)
www.najlepszyprezent.pl/index.php?akcja=book&id=9788373410305
Poza tym Karolina lubi też "Żółwią foremkę" z serii Kasia i Kubuś (o pierwszym
dniu w przedszkolu) i Witajcie w przedszkolu Ingrid Kellner i Jutty Garbert.
Może to nie niedogodność, ale uśmiałam się dzisiaj jak norka (i przy okazji
uśmiało się paru przechodniów).
Wiozłam rano dzieci (2 lata, 3,3 lata) do przedszkola bliźniaczym wózkiem.
Obrazek komiczny - dwa krasnale obok siebie, każdy z książką w rękach i pilnie w
nią wgapiony, Szymon dodatkowo czytający na głos "Dziwne przygody Pana Zająca"
J.Afanasjewa :)))))
Logico primo jest rewelacyjnym systemem rozwijajacym jednak moim zdaniem
umiejetnosc logicznego myslenia, kojarzenia, porownywania itd. Czesci sa dosc
zroznicowane. Trzeba dopasywywac: maly element z duzego obrazka do jego miejsca
na duzym, liczyc ilosc, sledzic po sladzie co jest na koncu danego sznurka,
szukac do jakiej postaci pasuje ktora czapka albo zgubiony but itd. Nie wydaje
mi sie zeby pomagalo to na rozwoj mowy (chyba ze bedziesz pytac: a dlaczego
myslisz ze to bedzie tu pasowac) ale jesli lubi wlasnie matematyke, lamiglowki,
to jest to super rzecz. Moja corka przepada za nimi od chyba 3 lat kiedy to
dostala pierwszy zestaw od Mikolaja w przedszkolu. Teraz dokupujemy tylko nowe
ksiazeczki, nawet jesli sa teoretycznie dla mlodszego dziecka robi je z
przyjemnoscia, bo nawet przy tych latwych trzeba chwile pomyslec.
Kiedys byly do kupienia w takiej ksiegarni na tylach domow centrum na ul. Prusa
podajze, ale teraz kupuje tylko przez internet.
precz z kolorowankami!!!!!
Pamietam (o zgrozo!) rzad identycznych niemalze obrazkow autorstwa dzieci z
grupy przedszkolnej mojej smarkatej wtenczas a dzis pelnoletniej corki. Na
szczescie rezim identycznych konturow nie zdolal zabic w niej potrzeby
indywidualnego wyrazu przy pomocy srodkow plastycznych, ze sie tak wyraze. Dla
odmiany - synu memu dane bylo korzystac z wszelkich swobod w tym zakresie,
wynikajacych z uczeszczania do niepublicznego przedszkola - i co? i rysowanie
jest nudne, powiedzialo dziecko...
Kotulo - REZIM napisalam, tak mi sie wydaje. A przymruzenia oka nie widzisz, bo
go pewnie nie chcesz zobaczyc :-)
Napisalam o MOICH odczuciach i MOICH obserwacjach, nie wdajac sie w szczegoly,
bo nie miejsce po temu. Mnie osobiscie sie rzad jednakowych obrazkow nie
podobal, ale daleka bylam od obrzydzania mojemu dziecku zajec przedszkolnych.
Gdybym miala oko nieprzymruzone, pewnie zmienilabym jej wtedy przedszkole.
Nie odmawiam innym prawa do lubienia kolorowanek, tak samo Ty nie powinnas innym
odmawiac prawa do wypowiadania swoich opinii na forum. A bardziej sie lekam
takiego powaznego podejscia i nieuzasadnionych podejrzen o snobizm.
pozdrawiam mruzac oczy ;-))))
O tym, czy obrazki są ładne, czy nie, rzeczywiście nie warto dyskutować, bo to
kwestia gustu, zresztą nie raz już na tym forum debatowało się, a nawet kłociło
o to.
Myślę jednak, że tym razem i2h2 - z całym szacunkiem dla jej wiedzy i
doświadczenia - trochę przesadziła. Chodzi mi o to dawanie po oczach i (o tym
było w tym drugim wątku) niemożnosc czytania książki przy lampce. My czytamy
wyłącznie wieczorami, bo za dnia córa w przedszkolu, a my w pracy. I czyta nam
się całkiem fajnie. A cała rodzina okularników :-)))
No i jeszcze jedna wazna rzecz: my te książkę naprawdę czytamy. Mała co wieczór
każe nam sobie przeczytać na głos długiego Strasznego Potwora. I zwykle na tym
się nie kończy. Ksiązka sie sprawdza w praktyce! A tego i2h2 chyba nie
próbowała?
O tekstach najlepiej świadczy to, co w akapicie powyżej, tzn. że czytamy na
prawdę codzienie.
Zupełnie inna sprawa z Różowym prosiaczkiem - tu my, okularnicy, polegliśmy...
Ale chyba nie w tym rzecz, że olularnicy ;-) Mnie denerwuje np. zbyt rozwlekły
druk - to sie czyta trudno, fakt.
Witam.I bardzo dziękuję za przemiłe słowa pod moim adresem (czy widzisz,jak nie-
panieńskim rumieńcem pałam?).Przepraszam ,że nie od razu napisałam do
Ciebie,ale w domu na ogół działam niejako z doskoku i zasiadam do komputera
wtedy, kiedy mąż robi sobie przerwę w pracy. Hmmm,muszę przyznać,ze zabiłaś mi
klina swoim pytaniem.Bo o żabkach Chlupie i Chlapie słyszałam na pewno.Ten
tekst zacytowany przez Ciebie też nie jest mi obcy.Ale w ogóle "nie
wyswietlają" mi się żadne obrazki (a piszesz,że były duże i piękne ).Więc moze
ktoś mi tę opowieść czytał? Na przykład pani w przedszkolu ( bo w 1956 roku
miałam 6 lat i od roku juz sama czytałam i strrrasznie wyraznie większość
ilustracji z książek pamiętam).Tak więc ,proszę, uzbrój się w cierpliwość ,
może coś mi sie przypomni.Tak we mnie wierzysz,że muszę trafić na jakiś ślad
(przyjaciele nazywają mnie Tropicielem Śladów ...).Pozdrawiam bardzo
serdecznie.
Witam.Wiem,że czytałam tę książkę baardzo dawno temu (jeszcze w
przedszkolu),ale niewiele z niej zapamiętałam.Poza imieniem i nazwiskiem
autora : Jerzy Głowacki .Akurat tak samo nazywał się jeden z dwóch moich
kolegów ze szpitala ,w którym lezałam chora na szkarlatynę( drugi nazywał się
Andrzej Łopatka i nigdy nie spotkałam nikogo innego o takich danych
osobowych).W tym samym czasie czytałam książkę "O warszawskiej syrence" (format
A4,twarda oprawa,piękne, kolorowe obrazki)i Warsz kojarzył mi się z Warsem. Ale
Warsz był z Dębicy,a tam miałam (i mam) bliskich krewnych.Więc miałam w
planach przepytać wujostwo,czy wiedzą coś na temat tej postaci .Nigdy do tego
nie doszło,bo... zapomnialam o tym planie. Ależ pamięc ludzka jest
dziwna ...Pozdrawiam.
Gość portalu: kluba1 napisał(a):

> Gość portalu: joa napisał(a):
>
> > Chyba tak sie to pisze, chodzi mi o japonski specjal: ryz zawijany w suszo
> ne
> > algi i ciety na apetyczne walce. Jak sie za to zabrac i nie spedzic w kuch
> ni
> > calego dnia?
> Bardzo lubie ale to nie taka prosta sprawa aby zrobic. Najlepiej kogos
> obserwowac. Trzeba sporo dowiedziec sie na temat skladnikow. Ryz musi byc
ten
>
> okragly, kleisty. Samo zwijanie nie jest trudne . Potrzebna jest taka mini-
> mata ryzowa. Skladniki, jesli maja to byc ryby , MUSZA byc niesamowicie
swieze,
>
> bo o zatrucie ryba latwo. Mozna warzywa i owoce zawijac :awokado, surowy
> ogorek. Naprawde, sadze , ze tego sie trzeba BEZPOSREDNIO i to od
specjalisty,
> ze wzgledu na skladniki nauczyc . Zycze powodzenia!! Sushi bardzo lubie !!

Parę lat temu kupiłam sobie książkę pt. Easy sushi, czy jakoś tak. Obrazki jak
dla dzieci z przedszkola, ale nigdy nie pokusiłam się o samodzielne zrobienie
tych cudeniek ze względu na to, że musiałabym strasznie się nabiegać, żeby
znaleźć w Warszawie właściwe produkty i "narzędzia pracy".
A ja pamiętam (czeski?) serial "Nikogo nie ma w domu", w którym zawsze jakiś
chłopiec zostawał - jak sama nazwa wskazuje - sam w domu i zmagał się z
pukającym do drzwi tajemniczym gościem :))
No i jeszcze takie małe telewizorki-zabawki, w których małym pokrętłem
przesuwało się różne kolorowe obrazki i zdjęcia...
A poza tym: kawałki "Kamikaze" "...szary wiruje pył..." (Papa Dance?),
brzmienie punkowych zespołów z pokoju brata (później przejąłem jego kasety :),
paczki od Św. Mikołaja w przedszkolu (w każdej pomarańcza)... Z obozów
harcerskich - "grzechotkowy" instrument muzyczny w postaci puszki (po czym -
nie mam pojęcia) z ziarenkami grochu w środku, gra w podchody o której tylko
dane mi było słyszeć ;)... Niby tylko 20 lat na karku, a jednak jeszcze coś z
minionej epoki wyniosłem :)
Gość portalu: mania napisał(a):

> czy ktos zna przepis na ciasto jogurtowe? Jadlam pycha z owocami podobne do
> ciasta ucieranego. Z gory dziekuje

Mania, gateau au yaourt - ciasto jogurtowe - jest klasykiem wszystkich
francuskich maluchow z przedszkola, setki tysiecy dzieci robia to co najmniej
raz w roku.

Z obrazkami:
perso.wanadoo.fr/.ecole.maternelle.champigny/recettes/yaourt.htmfarine=maka
sucre=cukier
huile=olej
oeuf=jajko
1 sachet levure=woreczek proszku do pieczenia
1 sachet sucre vanille=woreczek cukru waniliowego
Kubek z bialego jogurtu sluzy za miarke.
Pokój dziecka - czyli sposób na ciekawe wnętrze
Każdy rodzic pragnąłby, aby jego pociecha miała piękny, ciekawy pokoik, lecz "piękny, ciekawy" nierzadko oznacza "niezmiernie kosztowny"... Otóż sama się przekonałam, że nawet za niewielkie pieniądze można wykonać w pokoju dziecka artystyczne zdobienia ściany (bądź ścian) oraz mebelków, co daje bajeczny, niepowtarzalny efekt

Rodzice urządzając pokój dziecięcy często nie liczą się z opinią swej pociechy, no może poza rzuceniem pytania "jaki kolor lubisz najbardziej?"... A tymczasem dzieci są największymi artystami, miłośnikami żywych barw...
Z uwagi na to, że zajmuję się zawodowo architekturą i dekoracją wnętrz (zwłaszcza dziecięcych wnętrz) - przeprowadziłam wśród dzieci w wieku przedszkolnym ankietę, która wykazała, że każdy Mały Człowiek pragnie, aby jego pokój był bajecznie kolorowy a na ścianach namalowane były jakieś ciekawe obrazki...

Sama urządzając pokój swej trzyletniej córeczki - wzięłam pod uwagę nie tylko jej ulubione kolory, lecz pozwoliłam również na małe szaleństwo i na ścianach zagościły małe i duże kolorowe motyle, biedronki, kwiaty i to co czego tylko córeczka zapragnęła, a efekt powstał bajeczny (zainteresowanym mogę przesłać zdjęcia na e-mail )
Warto liczyć się w tej kwestii sugestiami swych pociech Znam namiary na grupę artystów, którzy dokonują artystycznego malowania ścian po uprzedniej konsultacji z rodzicami i ich pociechami - polecam ich z całym sercem
wycinanie ...Prosze o rady
Witam! Moja leworęczna córka własnie rozpoczeła edukacje szkolna i
pojawił się problem.Koszmarnie wycina- może to moja wina , bo jako
jedyna w całej naszej wielkie rodzinie jest leworęczna i nie zdałam
sobie wcześniej sprawy ze wycinanie lewą ręka nożyczkami dla
praworęcznych nie jest możliwe , tak więc wycinała od zawsze prawą
ręką ( mnie to nie przeszkadzało a ona się nie skarżyła )dopiero jak
miała ok 4-5 lat , ktoś mnie uświadomił ze są nożyczki do lewej ręki
i zaraz ją zaopatrzyłam. Jej nie wycinało się dobrze tymi
nożyczkami, wolała jednak prawą ręką- nie chciałam jej zmuszać do
wycinania lewą ręką , tak jak nie zmuszałam do pisania prawą.W domu
i w przedszkolu wycinała i wydawało mi się ze jest wmiarę ok , także
nie przejmowałam się. Ale teraz jest problem , bo w szkole dużo
wycinają , zazwyczaj dzielą obrazki na kilkanaście prostokątów i
składają z nich puzzle, lub wklejają w puste miejsca i mojej córce
jak wycina(dalej używa do tego prawej ręki)wychodzą trójkąty , lub
inne dziwne figury i potem brakuje sporych kawałków układanki.
Pytanie moje brzmi :
1-zostawić ją , może z czasem będzie lepiej wycinać
2-nakazać jej wycinać lewą ręką i odpowiednio do tego leworęcznymi
nożyczkami( ona twiedzi ze jej żle się wycina lewą ręką)
Prosze zaproponujcie coś, bo nie wiem co mam robić!
Cześc, emamy. Rzeczywiście, pisałam juz o przedszkolu do którego chodzi od IX moja czteroletnia, obecnie córka-to było w tym watku o aerobiku-odpowiadałam tam Gosi, która już kiedyś o to przedszkole pytała.Teraz, po pół roku uczęszczania mojej Oli do 11-tki na Zamenhofa moge powiedziec to samo-jestem tym przedszkolem zachwycona. Mała płakała przez pierwsze dwa tygodnie, teraz jak przychodzę to zwykle muszę czekać, bo Ola kwituje moje przyjście słowami: za wcześnie przyszłaś i bawi się do oporu.W panią jest wpatrzona jak w obrazek, zresztą wszystkie wychowawczynie , we wszystkich grupach mają rewelacyjne podejście do dzieci. Ciagle coś się dzieje-drzwi otwarte dla rodziców, imprezy okolicznościowe, wizyty panów strażaków, policjantów itp.nie ma tygodnia bez imprezy, dzieci na pewno się nie nudzą i są wspaniale traktowane. Nie wiem, co jeszcze Was interesuje, jeśli jakieś bardziej szczegółowe pytania, to odpowiem. Pozdrawiam serdecznie.
byłam u logopedy
Witajcie,byłam u logopedy,wizyta bezpłatna,nawe nie potrzeba było
skierowania,pani młoda,bardzo miłą,siedzielismy u niej z Wojtulkiem ponad
godzinę,przez ten czas "rozmawiała" z Wojtusiem,ogladaliśmy bajeczki z
obrazkami i nazywaliśmy je,Wojtulek bawił się klockami i mówił pojedyńcze słowa
a Pani oglądała jak ustawia języczek itd
No i powiedziala mi,że nie ma powodów do niepokoju,żeby poczekać,najważniejsze
jest ze wszytsko rozumie,kazała dużo powtarzac po dziecku np jak on powie po
swojemu ciuch coiuch to mam powtórzyc po nim,pociąg synku-już poprawnie,ale
zawsze uzywac jednego wyrazu nie zamiennie np/auto-samochód,zawsze tylko jeden
wyraz.Dostaliśmy listę ćwiczen języczka które możemy wykonywać w domu,ćwiczymy
już kilka dni i mamy świetną zabawę,np do tykamy jezykiem podniebienia(buzia to
mieszkanko i czyscimy sufit jezyczkiem,potem podłoge),muszę wam powiedziec ze
te ćwiczenia z dobrym podejściem do Wojtulka sa dla niego rewelacyjną zabawą,
pytałąm się Pani dr w sprawie przedszkola i powiedziala ze jeśl nie pracuję i
jestem w domu to powinnam się jeszcze wsrzymac z przedszkolem przynajmniej z
rok,ze teraz Wojtulek jest jeszcze za mały(3 latka),tak więc czekamy....aż
przemówi po polsku )))))pozdrawiam
O to moja trzylatka też jest najzwyklejsza. Wierszyków kilka krótkich potrafi
powiedzieć, opowiedzień treść obrazków w książeczkach z bajkami, treści bajek
natomiast za bardzo nie zna, bo czytam znacznie wolniej niż ona MUSI przewracać
kartki.
Nie chodzi na angielski i nieszczególnie mi na tym zalezy, choć od wrzesnia
bedzie miała w przedszkolu. Uroczo skleca zdania (niekiedy nawet złozone) myląc
czasy, osoby, rodzaje i wszystko co tylko mozna, opycha się słodyczami
(kontrola jakas oczywiscie jest z naszej strony) i nie wpływa to jakoś ujemnie
na jej apetyt.
Aha pływac nie potrafi bo ma zakaz chodzenia na basen (ZUM)
Ja sie cieszę z jej normalności póki co bo myslę że w przedszkolu i szkole
jakis zadzwyczajny talent (o którym jeszcze nie wiem) bedzie miała okazje
rozwinąc, a na razie niech się cieszy błogim dzieciństwem.

Redorek
No właśnie, czyli dzieci same poszukują sobie "materiału rozwojowego" wszędzie
poza własnym pokojem/pokojem.
Pamiętam taki obrazek z "młodości" mojego przedszkolaka, kiedy na środku
szczupłego pokoju (jedynego, jaki mieliśmy) stał wielki kojec pełen zabawek, a
mały wył w nim w niebogłosy, a kiedy nadchodziło ułaskawienie lub chwilowa
amnestia, najszczęśliwszy pod słońcem pełzał wokół więzienia, badając i
zjadając znalezione okruszki.
A jednak myślę sobie, że skoro od wieków dorośli dawali dzieciom zabawki, to
coś w tym musi być (zwłaszcza, że w sumie więcej jest przedszkoli tradycyjnych
niż tych prowadzonych metodą Montessori). Czy to jakaś zbiorowa iluzja z tymi
zabawkami?
Sądzę, że może bardziej przydają się one dzieciom starszym, które inscenizują
zabawę w coś i potrzebują rekwizytów.
Ale z drugiej strony pamietam swoje zabawy w sklep na podwórku, gdzie kamyki to
były ziemniaki, liście mlecza - sałata , kwiatki koniczynki - rzodkiewka, a
płaciło się... szkiełkami.
PZDR
Nie martw sie Moja starsza corka - w wieku 2 lat do bogatego slownictwa
(mama, tata, nie, mimi-smoczek) dodala mniam-mniam. W przedszkolu jak miala
niecale 2.5 roku przeszla testy logopedyczne, oczywiscie z negatywnym wynikiem,
ale polecono tylko duzo jej czytac, ogladac obrazki z pojedynczymi rzeczami i
nazywac je oraz stawic sie do kontroli za pol roku. W grupie maluchow, do
ktorej chodzila, byly zajecia logopedyczne - takie ogolne, dla wszystkich
dzieci. W wieku 2 lata i 7 m-cy zaczela mowic, po miesiacu mowila plynnie
calymi zdaniami, lacznie z wymowa sz, cz, rz..., bogatym slownictwem Ok. 4-tego
roku zaczela mowic r. Czyli wszystko w najlepszym porzadku
Chodziliśmy cały poprzedni rok (mały miał około 1,5 roku) i teraz
też. Zajęcia polegają głównie na śpiewaniu piosenek, ogladaniu
obrazków, zabawach ruchowych (wspólnie z rodzicami), graniu na
instrumentach itp. Małe dzieci do około 3 lat uczestniczą razem z
rodzicami.
Dla mnie jest to miłe spędzenie czasu wraz z dzieckiem plus kontakt
z rówieśnikami. Angielski dla takiego małego dziecka jest raczej
(jak dla mnie) na zupełnie dalszym planie. Dziecko przyzwyczaja się
też do sytuacji, gdzie jest prowadząca zajęcia pani, itp - takie
mały wstęp przed przedszkolem.
Polecam jak najbardziej. Synek bardzo chetnie chodzi na te zajęcia
(co jest małą odmianą, gdyż zazwyczaj jest teraz na "nie" do
wszystkiego). W tym roku zajęcia na Ruczaju w Movie odbywają się w
większej salce na Zachodniej, co jest też dużym plusem.
Można też chyba jeszcze przyjśc na lekcję pokazową i samemu ocenić.
mnie tez troche szczena opadla, zbieram ja z podlogi wlasnie ;)
my nigdy nie liczymy ile na co wydalismy, chyba ,ze dostajemy
rachunek w garsc i tam czarno na bialym napisane.
Zuzia ma 4,5 roku, do tej pory zawsze imprezy domowe byly, pizza,
tort ( w tym roku 4 torty byly: przedszkole, w dzien urodzin, dla
jednej czesci rodziny a pozniej dla tych co nie mogli byc ) Zuzia
najbardziej lubi dmuchac swieczki wiec byla szczesliwa. W
przedszkolu P.Edytka robi im calodniowa balange, dzieci spiewaja z
mikrofonem dla Jubilata, podrzucaja do gory, przedszkole jest
udekorowane i maja dziecinne disco.
W domu, impreza dla najbizszych i przyjaciol, wcale nie dziecinna
choc dzieciaki uwilebiaja. Moze na 5 lat zorganizuje clowna, w tym
wieku juz beda tym zainteresowani.
Do tej pory koszt mysle ,ze $200 moze wiecej, kazdej imprezy.
tu namiary na fajoskie torty pyszne z disneyowskimi obrazkami, moze
Klaudona skorzystasz
www.fairwaymarket.com/
fajną opcja jest też:
1. wejście na stronę www.powiatminski.pl/podgik/ i wybranie z lewej strony na dole tego obrazka starostwa, zostaniemy wrzuceni do trochę "wzbogaconej wersji" google earth i mamy centrum mińska w 3d
2. lub na tej samej stronce wybrać zakładkę mapa ewidencyjna i na mapce kliknąć na nasze miasto, otworzy się dosyć pokażny zasób informacji z pokazaniem najbliższej apteki, przedszkola, numerami wszystkich budynków, miejscowym planem zagospodarowania, trochę czasu można tam spędzić:)
NASA to organizacja rzadowa i jako taka ma za zadanie marnowac szmal podatnikow
w USA . Panowie i Panie eksploracja kosmosu(takie piekne slowo) dla zwyklego
Kowalskiego wczoraj,dzis i jeszcze jutro to tylko niewyrazne obrazki w TV i
podatki wyciagane z jego kieszeni.Nic wiec dziwnego ze wiekszosc ludzi w
tzw.cywilizowanym swiecie ma dzis do tej ekploracji stosunek ambiwalentny.I
bedzie to tak dlugo trwalo dopoki zwykly czlowiek nie uzna ze te miliardy $
wyrzucone w bloto nie zaczna przynosic JEMU jakiejs korzysci.Kiedy to sie moze
zmienic?Odpowiedz jest jedna! Dostepnosc przestrzeni kosmicznej i technologii
dla firm prywatnych.Dzis wszystko jest zastrzezone dla wojska badz cywilnych
organizacji rzadowych,firmy prywatne moga sobie byc tylko w formie poddostawcow.
Ograniczenia jakie narzucily wszystkie rzady na Ziemi odnosnie wykorzystania
przstrzeni kosmicznej dla firm prywatnych powoduja zahamowanie postepu na tym
polu i marzenia Kowalskiego na wakacje marsjanskie mozna o kant d..y potluc.
A mialo byc tak pieknie...gdy w przedszkolu rysowalem na temat Polska w 2000 r.
niefrasobliwość zarządu spółdzielni
Zwracam się do Was z pytaniem - prośbą o radę. Jestem od 4 miesięcy
mieszkańcem przeuroczej dzielnicy Wilanów. W moim bloku na parterze mieszczą
sie również lokale uzytkowe: poczta, przedszkole itp. Od ponad dwóch miesięcy
jeden z pustych dotychczas lokali jest remontowany - przygotowywany przez
nowego najemcę, ale niestety remont to nie ścianki gipsowokartonowe, tylko
poważne roboty budowlane. Tak naprawdę to od dwóch miesięcy jest to prawie
codzienne wiercenie przemysłowe (nie takie jak się wiesza obrazek na
ścianie). Roboty trwają od 8 do 18 i dla pracującej osoby są prawie
niezauważalne. Sęk w tym, że mamy wspaniałą dwuletnią córeczkę, która w ciągu
dnia jest z opiekunką i która to właśnie zaczęła mieć stany lękowe i
panicznie boi się wiercenia. Zarząd spółdzielni informuje, że te prace
potrwają do końca marca (wcześniej miały zakończyć się w lutym). Nie chce mi
się komentować już niekompetencji zarządu i pani prezes, którzy pozwolili aby
w bloku mieszkalnym ciężkie prace budowlane trwały aż 4 miesiące. Chciałbym
uzyskać od Was poradę, co można by zrobić, aby zmusić zarząd a w konsekwencji
nowego najemcę do jak najszybszego zakończenia prac. Straż miejska, policja -
zgłoszenia permanentnego zakłócenia spokoju? czy proponujecie coś innego?
R
Dlatego
Jest jednak różnica między Niemcami a Skandynawią. Niemcy starają się głównie
wspierać rodzinę i to tak, żeby kobiety nie musiały pracować (na przykład
jeżeli oboje rodzice pracują, to jedno z nich płaci horrendalne podatki), a to
dla współczesnych kobiet jest nie do przyjęcia. Ciągle jeszcze propaguje się
model rodziny tradycyjnej, z matką wychowującą dzieci w domu. I tylko takie
rodziny są wspomagane przez państwo! Nie ma porządnych przedszkoli ani
świetlic. Dlatego Niemcy mają taki niski przyrost naturalny i każda
wykształcona kobieta zastanawia się długo, czy i kiedy ma urodzić dziecko,
jeżeli ma w perspektywie trzyletnią przerwę w zawodzie. Natomiast Skandynawowie
nie wmawiają kobietą, że mają się realizować w domu malując obrazki na oknach i
robiąc zakupy, tylko wspierają matki i ojców nie finansowo, tylko przez
umożliwienie im łączenia wychowywania dzieci i realizowania się w zawodzie, bez
względu na to, czy są małżenstwem, samotnie wychowują dzieci itp. I ta metoda
okazała się słuszna.
troszke to skomplikowane jak na mnie.
Poziom przedszkola reprezentuje z CSS.

Jak wprowadzilam zmiany proponowane przez Ciebie, zniknal moj sliczny obrazek w
tytule nad ktorym swojego czasu pracowalam tak z 4 godziny ;)Oraz pod tytulem
pojawil sie bialy pasek.
Wszystko inne bylo ok. Czyli rowno..

Co do wielkosci zdjec, no coz, mam program, ktory je powinien dopasowywac do
wlasciwej wielkosci, jak widac tak sie nie dzieje. Bede je obrabiac recznie.
Dziekuje za wskazowke, nie zdawalam sobie z tego sprawy.

popracuje nad zmianami proponowanymi przez Ciebie, jesli wszystko bedzie
chodzic ok, to masz u mnie kokosa. Prosto z drzewa ;)
a i oczywiscie jak nie bedzie ok, to bede sie pytac

Jeszcze raz bardzo dziekuje
czesc,

stwierdzil to foniatra, a logopedzi (bywal w roznych przychodniach)zazwyczaj
zmuszaja go do pokazywania obrazkow w ksiazeczkach i nazywania. Zaden jak do
tej pory nie zaproponowal cwiczen jezyka itp , a wydaje sie ze to powinno byc
robione.

pozdrawiam

ciagle szukamy logopedy , ktory potrafi zainteresowac dziecko (tak jak to
robia nauczyciele przedszkola) i dopiero "dzialac"
Ja też zapisałam mojego synka do przedszkola i też się boję jak sobie poradzi.
Michaś mówi dość dużo tylko, że nazywa wszystko pojedynczymi sylabami. Nie mówi
nawet mama ani tata, nazywa nas po swojemu: mama to "ba" a tata to "da". Mimo
to rozumiemy go dość dobrze a w jego słowniku jest ponad 30 swoistych "słów -
sylab". Niestety przedszkolu nie będą znać jego języka i też może pojawić się
problem. My nie byliśmy u logopedy. Pediatra kazał nam czekać do 3 roku życia,
a że są postępy (mówi coraz więcej) to czekam. Czasem też mam wątpliwości i też
chcę wymusić skierowanie, ale Michaś powie coś nowego i znowu pojawia się
nadzieja, że w końcu radykalnie się ruszy i czekam dalej. Oczywiście staram się
go motywować, dużo czytamy, pokazujemy obrazki itp. Najgorszego doła mam jak
spotkam dzieci w wieku mojego dziecka lub młodsze, które świetnie mówią.
Czy i u was w rodzinie ktoś w tak późnym wieku zaczął mówić? W naszym przypadku
mój mąż zaczął mówić dopiero jak miał 3 latka i to od razu pełnymi zdaniami a
na dodatek wymawiając ładnie "r". To też pozwala mi myśleć, że i z moim
dzieckiem będzie tak samo. Życzę dużo cierpliwości i czekam na kolejne wieści o
sukcesach w mówieniu! Pozdrawiam!
Mammka

Manualne Torowanie Głosek - wymyśliła pani Elżbieta Wianecka tak jak
nazwa wskazuje manualnie czyli ręcznie układasz buzie dziecku w celu
otrzymania danej głoski książka jest dostępna jak i inne materiały
przygotowanę przez tą panią na stronie wydawnictwa arson
wspólnie z prof. Cieszyńską ta Pani prowadzi wiele warsztatów dla
rodziców i terapeutów informacje są na stronie wydawnictwa
edukacyjnego
jeśli chodzi o naukę czytania to pracuję wg metody prof Cieszyńskiej
zaczynam uczyć samogłosek potem wyrazów dźwiękonaśladowczych i
następnie sylaby w tej kolejności w jakiej pojawiają się w mowie
dziecka (polecam do pracy serie Kocham czytać dostepna w
wydawnictwie edukacyjnym)

z tych sylab buduję wyrazy
oprócz tego wprowadzam czytanie globalne wyrazy razem z obrazkiem
zdjeciem

co do puzzli memorów itp bardzo czesto z nich korzystam ale wpierw
badam z czym dziecko ma problem czyli np. segregowanie
klasyfikowanie odwzorowywanie i do tego dobieram materiały

co do publikacji to na razie ich nie mam :) ale pracuje nad tym
jestem z Krakowa mogę Ci podać adres mojej strony internetowej
jeśli chcesz
jak masz jeszcze jakies pytania to pisz postaram się pomóc
doświadczenie zdobyłam podczas studiów i praktyk obecnie prowadzę
swój gabinet oraz zajęcia w przedszkolach

jeśli
witam wszystkie zfrustrowane ;)))
moj Mlody ma 4 lata i 4 miesiace. gaworzyl w normie, pierwsze wlasne
slowo przed 1 urodzinami a potem....buzia sie nei zamykala ale
zrozumiec sie z tego nic nie dalo. dwujezyczny (pol/niem). w wieku 2
lat mozna bylo rozpoznac 8 slow, przybywalo pomalenku, jak poszedl
do przedszkola nie rozumieli go wcale ale ruszyl z kopyta. w tej
chwili ma (wg przedszkolanek) wielki zasob slow, gramatycznie troche
kuleje. audiolog ok, ogolny rozwoj ok.
logopedia od dwoch meisiecy: cwiczenia integracji sensorycznej, w
tym dmuchania tez, granie w memory z nazywaniem obrazkow, po
skonczonej grze sprzatanie kart (podaj mi pieska i pilke, od 2 dni
juz trzech kart; zeby zwracal uwage na kolejnosc i cwiczyl pamiec
akustyczna, to pierwsze zwraca uawga na szyk wyrazow w zdaniu.
cwiczenia roznych kulejacych zglosek.
nie wiem czy akurat to pomoglo - pani w przedszkolu od zawsze mowi,
ze jak na jej doswiadczenei zawodowe to proste opoznienie, byla
zawsze zachwycona tempem postepow. generalnie mam wrazenie, ze moj
mlody nie nauczyl sie mowic na prostych slowach i zdaniach tylko
bardzo wczesnie wypluwal dligie wypowiedzi, tak jakby w dlugasnych,
skomplikowanych zdaniach brakowalo poszczegolnych elementow. jest
ich coraz wiecej.
ponoc najnowsza wytyczna glosi : do maluchow trzeba mowic prostymi
zdaniami i z bardzo zroznicowana melodia i mimika, wtedy szybciej
ucza sie mowic.
"TAM lezy PILKA" a nie "zobacz, synku tam pod stolem lezy twoja
zielona pilka, ktora babcia dala ci na urodziny". to drugie to
raczej moj styl.
Tak jak pisała p.Ula trzeba z dzieckiem ćwiczyć codziennie po kilkanaście
minut.To jest najlepsza terapia dla dziecka,żaden logopeda nie jest w stanie
zrobić co własna matka. Ja również ćwiczę na podstawie powtarzania-obrazek ale
musi być podpisany. Od 2 lat tak ćwiczę i jest efekt. Moja córka gdy miała 5 lat
mówiła 20 słów,nie więcej,gdy zaczęłam z nią ćwiczyć codziennie systematycznie
zaczęła powtarzać i po 5 miesiącach mówiła już 200 słów,później zaczęły się
zdania a teraz odmieniamy liczby,układamy opowiadania i jest naprawdę efekt.

Co do przedszkola dziecko z opóźnioną mową nie poradzi sobie w zwykłym musi iść
do integracyjnego i tam dostaje fachową opiekę.No ale musi mieć orzeczenie a to
bez obaw dostanie.
Witam! nie zgadzam się z opinią mojej poprzedniczki że dziecko z
opóźnionym rozwojem mowy nie poradzi sobie w zwykłym przedszkolu
moja córka ma ten sam problem i jakoś świetnie sobie radzi,
podejście całego personelu też jest pozytywne i dodam jeszcze że
wcale nie jest to moje dziecko specjalnie traktowane niż inne dzieci
a co do ćwieczeń to ćwiczymy 10 min.dziennie i wystarczą do tego
zwykłe obrazki nawet takie wycięte z gazety
Dzięki Alicja za Twój post. Przeczytałam go bardzo dokładnie.
Napiszę może, jak to jest teraz u nas - Amelka ma 3 lata i 3 mies. Chodzi do
przedszkola, zwykłego , państwowego (Montessoriańskiego u nas nie ma) , chodzi
na reh. ruchową, hipoterapie, wczesne wspomaganie, oczywiście logopeda,
neurologopeda, sala odkrywania świata, często odwiedzamy magiczna krainę.
Szczerze mówiąc na dobrego logopedę jeszcze nie trafiłam (jeździliśmy także poza
Cze-wę), ale szukam uparcie. Wszyscy logopedzi opierają sie głównie na zabawie ,
a wg.mnie to strata czasu. Amelka doskonale wszystko rozumie, dopasowuje obrazki
już dawno, segreguje, zna figury geometryczne, pokazuje na palcach (do 5) ile
czego jest, nazywa litery, rozróżnia lewo-prawo. Jej problem polega na tym , że
w jakiś sposób nie umie stworzyć wyrazów. Powtarza litery, sylaby, ale nie umie
ich złączyć. Powie np. "k-o-t", "k-ot", "ko-t", ale kot nie umie. Nie próbuje w
ogóle powtarzać po logopedzie, ani po kimkolwiek. Włącza się we wszystko prócz
mowy. Robimy ćwiczenia naprzemienne na współpracę półkul, ale nic. Powtarzam
logopedom, żeby na tym się skupili, ze tu jest problem, ale jak grochem o ścianę
- w kółko śpiewania i układanki. Zgroza. Jeszcze najlepiej wpływają na nią
ćwiczenia przed lustrem.
Ja bym wolała wiedzieć, jaka jest przyczyna jej niemówienia, bo wtedy można
działać w określonym kierunku. A tak niby wszystko jest dobrze ale dziecko nie
potrafi wyrzucić z siebie słów.

ps. temat rodzeństwa dla Amelki to dla mnie drażliwa sprawa, bo niestety od
kilku miesięcy same niepowodzenia :(((((((((((((
Ja właściwie spokojnie czekałabym na to aż syn zacznie mówić, to panie w żłobku
zaczęły nas dręczyć o to jego niemówienie. Może dobrze, a może źle,że teraz z
byle powodu badają dziecko od góry do dołu. Mam mieszane uczucia. Kiedyś dzieci
były dziećmi, rozwijały się po swojemu i mniej było nieprawidłowości niż teraz.
Dzisiaj już w przedszkolu dziecko musi uczyć sie angielskiego,pisania i
czytania itp,od urodzenia przygotowuje się je do tzw."dobrego startu"-wieszamy
nad łóżkiem noworodka jakieś obrazki, żeby miał większy iloraz inteligencji i w
przyszłości zarabiał powyżej średniej, a jak nie daj bóg "spóźnia" się z czymś -
diagnozują je na wszystkie sposoby no bo musi być opóźnione skoro odbiega
rozwojem od reszty. Pewnie ma autyzm albo co najmniej porażenie mózgowe
chociażby takie leciutkie. No bo to przecież niemożliwe,żeby bez powodu było
opóźnione. To oczywiście takie żarty.
Szlag mnie trafi!
Wszystko jasne, Kibic mieszka przy ulicy, którą wyremontował Brzózka.
Ale ja mieszkam przy ulicy, na ktorej wodociąg, telefon i nawierzchnie
załatwili i w dużej mierze sfinansowali sami mieszkańcy. Kanalizacji nie ma i
nie wiadomo, kiedy będzie.
Gimnazjum przy Malowniczej i przedszkole - na dobra sprawę władze w każdej
chwili mogą je zamknąć z uwagi na bliskość lotniska. A gdy tak sie stanie -
pieniadze z podatków (również moje) wyrzucone w błoto. Fundamenty przeciekały z
uwagi na złą izolację, przez co gimnazjum do dziś nie zostało otwarte.
Dom Kultury - błędny projekt, sala widowiskowa nie pomieści więcej niz
kilkadziesiąt osób, stropy za słabe, garaże zbyt luksusowe. Sprawa skierowana
do prokuratury z uwagi na niegospodarność.
W domach komunalnych zamieszkali zamozniejsi lokatorzy, których było stac na
podwyższony czynsz. Ubożsi nadal mieszkają w złych lub bardzo złych warunkach.
Nadal twierdzę, że lepiej było postawic dwa oszczędne bloki z kilkudziesięcioma
mieszkaniami w każdym niz te wille. Zamiary powinno się chyba dostosowac do
potrzeb, czyż nie? A potrzeby w naszej dzielnicy dotyczą setek rodzin z
rozsypujących się kamienic prywatnych, bez szans na poprawe sytuacji.
Widze zresztą, że polemizujesz z wybranymi zarzutami, a pozostałe, bez
względu na ich wagę, pomijasz. Szkoda słów - pereł przed wieprze. Możesz sobie
wierzyć w geniusz i dobra wolę swojego Brzózki. A najlepiej powieś sobie na
ścianie jego foto wycięte z gazetki gminnej, zamiast świętego obrazka. Ci, co
wiedza więcej, nie dadzą sie nabrać, o nie!!
Strachy na Lachy
Bardzo przeżywałam fakt, że moja 5 letnia Zosia pójdzie do przedszkola. Taka
pieszczocha, Mamo podciąg mi majty, Mamo wytrzyj pupę etc..... Byłam
przerazona jak sobie ona poradzi. I szok mała jest taka zorganizowana. Pytam
się Pani jaki sobie Zosia radzi na gimastyce z ubieraniem. Okazuje się że
potrafi się sama ubrać. Ale nawiększą przyjemnoiść sprawił mi taki obrazek:
Zosia z uwagi na kaszel nie była kilka dni w przedszkolu, odbierając starsza
córkę ze szkoły odwidziłyśmy przedszkole (są w tym samym budynku) Wszystkie
dzieci, nawet maluchy gdy zobaczyły Zosie otoczyły ją wianuszkiem i mówiły
Zosia, już zdorwa Zosia jak dobrze że przyszłaś. A ona stała w środku i mówiła
"Nie naraz" Obrazek ten wycisnął mi z oka łzę ale jestem szczęśliwa że jest
taka lubiana.
dagbe napisała:

> Popyt pewnie by się znalazł... Ale z drugiej strony takie wakacje rodzinne to
> jednak kosztowna sprawa i jeśli już mam zapłacić konkretne pieniądze, to wolę
> wybrać miejsce, gdzie pogoda na 100% dopisze i organizator ma już
> doświadczenie.

Mnie akurat upały do dobrego wypoczynku nie są konieczne, chociaż deszcz z
pewnościa plany krzyżuje. Ale jeśli chodzi o doświadczenie, pomysłowość,
odpowiednia kadra - to już się liczy. Bo nie mozna zbyt powaznie traktować
zapewnień typu:: tak, tak, jest KaOwiec; program ? Na pewno coś wymyśli. Mam
przed oczami obrazek, który ciągle powraca: duszna sala, ryczące Video, kilka
maluchów, piękne słońce na zewnątrz...Ogłoszenie - przedszkole ośrodka zapewnia
ciekawy program; zajęcia prowadzone są wyłącznie w sali ...

Ciagnę temat, mając nadzieję, że może (niekoniecznie w tym roku) biura
turystyczne, czy bezpośrednio ośrodki (niekoniecznie najdroższe)podejmą
wyzwanie.

Pozdrawiam serdecznie,
xurek napisała:

> Co waszym zdaniem jest powodem takiej sytuacji? I co nalezaloby zrobic, by ja
> dlugoterminowo zmienic?

Xurku, nie wiem co zrobic i nie czuje sie powolana do dawania rad Francuzom.

Dziwi mnie jednak fakt, ze wielu Polakow bez znajomosci francuskiego znajduje
prace u Francuzow, chocby na czarno.
Widzialam w TV jak jeden z takich mlodych gniewnych skarzyl sie, ze to cale
bezrobocie to przez ludzi ze Wchodniej Europy, bo oni maja niebieskie oczy i
blond wlosy, to dlatego Francuzi ich wola. Czyzby nasza slowianska uroda byla
az tak atrakcyjna? A moze sa jakies inne przyczyny dla ktorych Francuzi wola
dac prace polskiemu hydraulikowi niz domoroslemu Hassanowi?

W Clichy- sous- Bois sa przedszkola, szkoly, jest college, sa boiska sportowe,
kluby... Mysle ze niejeden polski Ursynow by pozazdroscil. Ale do szkoly trzeba
chodzic, uczyc sie, zdobyc swiadectwo, zawod. A tu okazuje sie, ze bardzo wielu
mlodych ludzi przerywa szkole... Podobnie jak w Niemczech zreszta.

Inny obrazek z TV. Mowi mlody Khaled, ktory ma reguralna prace w
supermarkecie: "Ci chlopcy wyrosli w srodowisku, w ktorym pieniadze zarabia sie
handlujac narkotykami. Kto ich przekona ze warto sie uczyc i uczciwie pracowac?"

Ciekawa jestem co bedzie dalej. Czy mlodzi gniewni zostana za te rozruchy
nagrodzeni nowymi programami integracyjnymi, nowymi klubami sportowymi itp?
Jak moja chodziła, to w slonko były wyjścia co dziennie, raz tylko chyba nie
wyszli (1-8 wrzesień) Pani prosiła o podpisanie zgody na wyjścia, bo pod koniec
wrzesnia chcieli iśc do lasu i na park kiloński.
Cwiczą codziennie ,ile- nie wiem ,ale w ramach zajęcia, co do mycia zebów to do
8smego tylko 1/3 grupy miała przyniesione szczoteczki, ręczniczki są
przedszkolne, i powieszone wg przydzielonych obrazków- mojam iala kaczuszke

Dlaczego nie puszczam dalej. 1. zaczeła sie moczyć na slowo "przedszkole", oraz
w nocy, i to nawet wysadzana co 1-2h.
Na pamiątke mamy zdjęcie
Na Opata ,mieszkam oja teściowa ,która chętnie przypilnuje młodą
Zwroccie uwage,ze codziennie rano powtarzaja sie te same obrazki, jezeli
wychodzicie o stalej porze.

Ja zauwazylem:

- dziewczyne ktora zabiera znajomy swoim autem,
- faceta, ktory idac na spacer z psem (w ta sama strone) zwykle popija piwo,
- pania w maluchu, ktora przecina zawsze ul.Brzozowa z Nowej Wsi,
- kobiete, spieszaca z dziecmi do przedszkola/szkoly,
- malzenstwo ktore "odpala" swoje auto,
- sasiadke, ktora w ostatniej chwili "pedzi na autobus",
- kilka osob, ktore "na zmiane" podjezdzaja po gazety do kiosku o stalej porze
parkujac na samym zakrecie ;))).

Czasem to az mi sie smiac chce ... bo wiem co sie za chwile wydarzy. A wszystko
troche w klimacie fimu prod. Czechoslovackiej.

pozdrowienia
Smallec
Sądzę ze takie ćwiczenia w grupie 3latków są niewskazane, w
4latkach tez bym była przeciwko - wypowiadam sie jako pani od
plastyki. Moja znajoma prowadzi zajecia w przedszkolu i mowila mi
o dzieciakach, ktore nie chca wogole rysowac same, bo im tak ladnie
jak w malowance nie wyjdzie! I to jest dol bo zrazenie dziecka do
rysowania, czy szerzej do wszelkiej dzialalnosci plastycznej,
wychodzi pozniej- niewycwiczone palce i dlonie nie radza sobie z
pisaniem. A i wyobraznia sie ogranicza- jest tak ze dostaje rysunek
i nie musi juz pomyslec jakby tu narysowac cos bo na obrazku ma. W
dodatku ladnie. Boje sie wlasnie takich reakcji dzieci. Ja sobie jakos
poradze, bo bede pracowac z mloda w domu, ale to nie o to
chodzi...
Pozdrawiam
Podręcznik w trzylatkach? Nonsens...po co?
Masz prawo odmówić kupna. Żaden z programów realizowanych w przedszkolu nie
wymaga zakupu "podręcznika". No, może w zerówce,ale tam też można się bez tego
obejść.
Większość dzieci w trzylatkach pozostaje jeszcze na poziomie bazgroty i jakoś
tego "łączenia kropek" sobie nie wyobrażam...
Ćwiczenia wspomagające rozwój myślenia matematycznego można realizować na różne
sposoby- lepiej wykorzystywać klocki logiczne, zwykłe klocki do budowania,
zabawki, maskotki.
Zwykłe obrazki narysowane przez panią i skserowane w większej ilości mogą być
materiałem do nauki kolorowania.
Znam serię książek, o której piszesz i mogę potwierdzić Twoją opinię... Moim
zdaniem to niewypał.
Jestem nauczycielką w państwowym przedszkolu i nigdy nie naciągam rodziców na
zakup czegoś co mało się przydaje. Wolałabym na to konto paczkę papieru do
rysowania, bo tego u nas zawsze brakuje...i farby do malowania palcami...
Pozdrawiam
Mammamija
Jestem zdecydowanie przeciw bajkom w przedszkolu. Nie wszystkie dzieci
oglądają bajki w domu na okrągło (moje nie) i nieżyczyłabym sobie tego w
przedszkolu!!!

A te, które oglądają, tym bardziej potrzebują innego rodzaju aktywności
i 'zaopiekowania' w przedszkolu! Kiedy odbywa się wietrzenia i ścielenie,
niech pani zbierze dzieci w innej sali i po prostu im POCZYTA, pokazując
obrazki. Albo niech pośpiewają. Albo niech zabawią się w zabawe możliwą do
zorganizowania ad hoc, np. kto powie coś najgrubszym głosem (cała grupa buczy)
a teraz najcieńszym (piszczy)...

Naprawdę, nie potrzeba video, żeby zająć dzieci. A gdy pada deszcz, tym
cudowniej słucha się bajek!...

Ja na pewno nie zgodzę się na video w przedszkolu. Choćbym miała założyć
własne!
Mój mały trzeci rok w przedszkolu - trzy dni i przeziębiony na tyle mocno ,że
został w domu. Na szczęście jest u mnie 19 letnia mężą siostrzenica , to miałam
z kim zostawić. Teraz już po chorobie nie płacze przy powrocie do przedszkola ,
ale - nie pocieszę was chyba- pierwsze półtora roku- po każdej chorobie dwa
trzy dni płaczu, chwila spokoju, potem sobota niedziela i znów buźka w podkówkę.
Na szczęście w naszym przedszkolu są wspaniałe panie, każda beksa jest
przytulona, a rano widzi się takie obrazki : dwójka u pani na kolanach ,
następna dwójka gdzieś na plecach, jeszcze jakaś beksunia obok , a pani oczy
dookoła głowy , bo te zaklimatyzowane juz broją.Dzieci po wyjściu rodziców
szybko się uspokajają- kiedyś wróciłam chyłkiem po 5 minutach , bo zapomniałam
coś przekazać a moja mała beksa już rozbawiony w najlepsze.Dziś prawie 5 latek
nareszcie nie płacze.
Pozdrawiam wszystkie mamy przedszkolaków
Irmina
Moje dziecko jeszcze nie chodzi jeszcze do przedszkola ale mogę poradzić Ci
jedno skoro widziałaś jak pani ciągneła chłopczyka strasząc go zamknięciem w
piwnicy to możesz zrobić tylko jedną rzecz ochrzanić taką panią bo następnym
razem może to być Twoje dziecko bo nie chciało spać podczas leżkowania, nie
zjadło itp. Taki obrazek to moim zdaniem terryzowanie i poniżanie dziecka w
obeności całej grupy, nie mówiąc o tym czego inne dzieci się uczą widząc coś
takiego.
Dzień Nauczyciela w Przedszkolu
Obecnie to Dzień Edukacji Narodowej. Czy jest on "obchodzony" w
przedszkolach? My bardzo lubimy wszystkie święta i uroczystości. W domu
świętujemy co się da. Oczywiście najczęściej jest to przygotowanie
okolicznościowego obrazka lub dekoracji.
A Paniom w naszym przedszkolu chciałabym podziękować za to, że Ola chętnie
tam chodzi i dużo się "uczy".
Więc jakaś mała czekoladka przy tej okazji chyba jest OK. Co sądzicie?

Kinga
Oj, skąd ja to znam. nasza Magdula wprost uwielbia książki...tak jak Twój
synek "Lokomotywę" umie na pamięć. Bardzo lubi jak czyta się Jej ksiązki.
Przyznam się że kiedyś chciałam Jej puścić bajkę na płycie i był straszny
bunt, bo ...Magda stwierdziła że słucha to się z radia piosenki a bajeczki
trzeba czytać!!! Po prost lubi patrzeć na obrazki i z obrazków razem ze mną
czyta.
Magdula to nawet do przedszkola chodzi z bajką...a ulubiona to
oczywiście "Królewna Śnieżka". Jestem ciekawa jak to będzie poźniej a póki
co....czytajmy naszym dzieciom!!!

Mariola
Moje dziecko nie umie i nie lubi rysować, a mimo to z przedszkola przynosi
bardzo ąłdne prace. Nie są to może typowe rysunki (ma trzy lata), ale na
przykład kwiaty naklejone na kartce, kolorowa, samodzielnie pomalowana foremka
na Wielkanoc itd. Widzę, że fantazji to chyba paniom nie brakuje, ja bym na to
nie wpadała. Czasem dziwię się, bo te prace są naprawdę piękne, a wygląda na
to, ze dzieci robią je samodzielnie - w domu opowiada jak naklejał, albo gdzie
mu się za abrdzo pomalowało. Poza tym dzieci w tym rpzedskzolu mają zajęcia z
panią, która jest artystą malarzem. Dziwi mnie więc bardzo podejście pań w
przedszkolu Twojego dziecka - przecież placówka jest po to, aby dziecko
rozwijało tam swoje zdolności i czegoś się uczyło, a malować gotowe obrazki to
może równie dobrze w domu, gdy mama nie ma pomysłów na zabawy plastyczne.
fallstart czyli chyba zrezygnuję
Jak widać na załączonym obrazku nie tylko trzylatki mają problem z adaptacją.
Moja córka (czterolatek) też właśnie debiutuje w przedszkolu, a początki są
podobnie trudne jak u Was, siostry w nieszczęściu. Przeżycie jest tym gorsze,
że mała nie histeryzuje, nie rzuca się na podłogę ani nie krzyczy - Ona
po prostu cichutko popłakuje i żałośnie pyta: "mamusiu, przecież byłam
grzeczna, nie zostawiaj mnie ..." Serce się kraje.
Nawiasem mówiąc przedszkole bardzo mi się podoba, panie wychowawczynie
niezwykle sympatyczne i ciepłe. Ale to wszystko jak widać za mało. Wypróbowałam
juz niemal wszystkie metody: tłumaczenia, inscenizacje w formie bajek,
wcześniejsze odbieranie. I nic nie skutkuje. Mała źle sypia, traci apetyt
i ciągle popłakuje. Pozostaje pytanie jak długo obie jeszcze to zniesiemy,
bo już tracę nadzieję na happy end ...
Pani Dyrektor!
Chciałam się zapytać cw jakim stopniu Nauczycielki powinny pomagać dzieciom w
wykonywaniu prac typu kolorowanie, naklejanie itp.
Mój 2,5 latek od września chodzi do przedszkola. Wczoraj Pani pokazała mi
sliczne duże jabłuszko (narysowane na kartce) i niejako pokolorowane przez
mojego synka. Ja wiem, że on jest za mały żeby zrobić to tak dobrzze (czy w
ogole pokolorować) ale ten obrazek był na pewno pomalowany przez osobe dorosłą.
Czy nie powinien raczej sam bazgrolić, nawet jeśli by to wyglądało koszmarnie i
z jabłkiem nie miało nic wspólnego?
w sprawie higieny
Witam,
mam nadzieję, że moje pytanie pojawi się w odpowiednim miejscu .
Mam wrażenie, że sytuacja występująca u mojego syna w przedszkolu nie jest
prawidłowa. Zastanawia mnie temat ręczników. Jak w wielu innych przedszkolach,
tak i w naszym, rano i popołudniu powstają zbiorcze grupy. Zazwyczaj są to sale
3 latków. I teraz mój dylemat - co z ręczninkami? W łazienkach wiszą oznaczone
odpowiednimi, zgodnymi z tymi w szatni, obrazkami. W swojej sali dziecko
korzysta ze swojego a w innej? Na moje pytanie Panie odpowiedziały że w innej
sali dziecko używa ręcznika oznaczonego odpowiednim obrazkiem, tyle tylko że
ten ręcznik przypisany jest innej osobie! Każda grupa ma te same obrazki, czyli
jeżeli dziecko ma szafkę z lalką, to ręcznik też z lalką, zmieniając sale, po
skorzystaniu z toalety ręce wyciera do ręcznika z lalką, które ma dziecko z
innej grupy. Przepraszam za chaos i łopatologiczne tłumaczenie. Mam nadzieję,
że zostanę zrozumiana. Czy to norma?
pozdrawiam
miszelina

>